W 2015 Rosja udzieliła Armenii preferencyjnego kredytu na 200 mln USD z przeznaczeniem na zakup uzbrojenia. Wkrótce zakupiono dywizjon taktycznych systemów balistycznych Iskander-E w wersji eksportowej z pociskiem o zasięgu 280 km, uzbrojone w 480 kg głowice bojowe.
Rakiety tego typu miała stanowić namiastkę broni odstraszania w stosunku do uzbrojenia Azerbejdżanu. Zasięg, celność oraz wielkość głowicy bojowej miała pozwolić na porażenie wrażliwych instalacji przeciwnika. Spekulowano nawet, że broń ta mogłaby zagrozić Turcji.
W czasie przegranej przez Armenię wojny z Azerbejdżanem zakończonej podpisaniem 9 listopada porozumienia pokojowego wojska ormiańskie oraz armia Górskiego Karabachu wielokrotnie używały rakietowych systemów operacyjno-taktycznych Toczka-U i Elbrus o małej celności. Tymczasem okazało się, że odpalono co najmniej czterokrotnie osławione Iskandery. Ale żaden z wystrzelonych pocisków nie był w stanie trafić w zamierzone cele, ponieważ po wystrzeleniu ich lot mocno odbiegał (czasem o kilometry) od obliczonej trajektorii. Tak więc jeden z pocisków przestrzelił o 6 kilometrów i eksplodował w dzielnicy mieszkalnej w centrum Gandży drugiego co do wielkości miasta Azerbejdżanu.
Tymczasem deklarowana przez Rosjan celność Iskandera-E to CEP 30-70m-promień okręgu wewnątrz którego zakończy swój lot 50% wycelowanych w środek okręgu pocisków rakietowych. Innymi słowy przynajmniej 2 rakiety powinny trafić w bliskie okolice celu tymczasem nie trafił żaden.
Spektakularny blamaż ormiańskich Iskanderów mógł zostać spowodowany szeregiem czynników od technicznych, przez kwestię targetingu po brak autoryzacji użycia przez Rosjan.
Rosyjskie systemy Iskander zostały rozmieszczone w 2017 w Obwodzie Kalingradzkim w ramach wzmacniania stacjonującego tam 11. Korpusu Armijnego. Co warte podkreślenia systemy te miały być straszakiem na Polskę oraz jednym z systemów tworzących wokół obwody tzw. bańkę antydostępową (A2/AD).