Jednym z najczęściej używanych obecnie haseł w Korei Południowej jest „naero-nambul” (내로남불). Pochodzi od zwrotu „jeżeli ja to robię, to romans/miłość, jeżeli ty to robisz, to już cudzołóstwo” (내가 하면 로맨스, 남이 하면 불륜). Mówi się tak o stanie polityki, w której zdaniem Koreańczyków na dobre zapanował szkodliwy relatywizm.
Do użycia zwrot wszedł w 1996 roku. Użył go wówczas parlamentarzysta Partii Nowej Korei (신한국당, konserwatyści, poprzednicy obecnych przedstawicieli Partii Siły Narodu, 국민의힘 znajdujących się w opozycji do rządzącej Partii Demokratycznej) Park Hee-tae. Na forum parlamentu użył dokładnie takich słów: „Niektóre rzeczy są śmieszne na tym świecie. Jeżeli ja kupię nieruchomość, to inwestycja; jeżeli ty to zrobisz, będzie to spekulacja. Moje związki z kobietami określi się mianem romansów; twoje jako skandale”. Cztery lata później wraz z upowszechnieniem się internetu – Korea Południowa zawsze wyprzedzała na tym polu świat – wypowiedź skrócono do naero-nambul i tak zostało do dziś. Sam autor zwrotu podczas swojej długiej kariery politycznej stworzył wiele popularnych powiedzonek, które weszły do języka potocznego.
Kolejna młodość hipokryzji
Polityczna hipokryzja nie dawała o sobie zapomnieć przez dwie pierwsze dekady XXI wieku w koreańskiej polityce. Kolejną młodość przeżywa jednak obecnie. Obecny prezydent-liberał Moon Jae-in przejął władzę po dziesięciu latach rządów konserwatystów. Odsunięto ich od władzy w atmosferze skandalu, poprzednia pani prezydent nie dokończyła kadencji w wyniku impeachmentu. Liberałowie obiecali, że będzie lepiej, sprawniej i zgodnie z prawem, ale spokój po przyspieszonych wyborach z wiosny 2017 roku utrzymał się jedynie półtora roku.
Mniej więcej do września 2018 roku, gdy Moon Jae-in po raz ostatni spotykał się w Pjongjangu z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem, trwała dobra passa liberałów. Konserwatyści nie mogli znaleźć na swoich odwiecznych wrogów sposobu, znosili gorycz politycznego upokorzenia i zbierali siły. Przełom przyszedł wraz z fiaskiem szczytu Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem w Hanoi w końcu lutego 2019 roku. Dyplomacja z sercem na dłoni wobec Północy zawiodła, Kim przestał traktować USA poważnie i tym samym gwarancje na lepszą przyszłość rozpadły się jak domek z kart.
Od tamtej pory pod adresem liberałów zaczęły sypać się coraz liczniejsze oskarżenia. Szereg tych politycznych skandali nie kończy się dziś. Prezydentowi Moonowi zostało niespełna 11 miesięcy do końca jedynej kadencji (głowa państwa w Korei Południowej nie może liczyć na reelekcję), a jego ludzie, zaufanie współpracownicy, których nominuje w ciągłym cyklu rekonstrukcji rządu, okazują się równie skompromitowani jak poprzednicy.
Wpadki nominatów
Naero-nambul nie schodzi z nagłówków gazet. Okazji do korzystania z hasła jest wciąż sporo, ponieważ nawet kwietniowa – niespodziewana i najpoważniejsza jak na razie – rekonstrukcja gabinetu przeprowadzona przez prezydenta, uderza w liberałów rykoszetem. Moon Jae-in w oczekiwaniu na pierwsze spotkanie z nowym amerykańskim prezydentem, Joe Bidenem – już wiadomo, ze panowie spotkają się w Waszyngtonie 21 maja – przeformatowuje swoje polityczne otoczenie. W pierwszej kolejności wymienił ministra spraw zagranicznych. Doświadczoną i o dziwo cieszącą się zaufaniem społecznym panią minister Kang Kyung-wha zastąpił Chung Eui-yong, doświadczony prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa. Niedługo później zmienił się premier i szefowie kilku ważnych resortów. Ponieważ zmiany muszą zostać zaakceptowane formalnie przez zgromadzenie narodowe, 3 maja rozpoczęła się parlamentarna debata nad kandydatami.
Niemal każdy z prezydenckich nominatów ma na koncie jakąś wpadkę. Konserwatyści skrupulatnie punktują te plamy w przeglądanych na forum publicznym życiorysach. Już podczas pierwszego dnia przesłuchań kandydatów pojawiła się okazja do określenia sytuacji mianem naero-nambul. Rzecznik partii opozycyjnej stwierdził: „Przesłuchania pięciu kandydatów na ministrów będą z pewnością przykładem naero-nambul, a sami kandydaci nie kwalifikują się w większości, by otrzymać zgodę opozycji”.
Żona kandydata na ministra ds. gruntów Noh Hyeong-ouka została rok wcześniej przyłapana na kradzieży w sklepie i ukarana grzywną. Tłumaczyła się depresją. Jeden z jego synów z kolei miał niezgodnie z prawem pobierać zasiłek dla bezrobotnych. Noh w 2011 roku kupił mieszkanie w mieście Sejong, nieformalnej administracyjnej stolicy Południa. Jako państwowy urzędnik miał prawo do nabycia nieruchomości po niższej cenie, docelowo do Sejong miały przenosić się ministerstwa, żeby odciążyć Seul. Polityk jednak nie wprowadził się tam, ale wynajął mieszkanie, a następnie sprzedał je z dużym zyskiem (w przeliczeniu ponad milion złotych).
Podróże za państwowe
Kandydatka na szefową resortu nauki Lim Hye-sook miała zabierać na sponsorowane przez rządowe agencje wyjazdy swoje córki. Takich wyjazdów było zdaniem opozycji sześć. Córki pani Lim za państwowe pieniądze poleciały z nią do USA, Nowej Zelandii, Hiszpanii i Japonii. Raporty z udziału w seminariach miały być także spisane pobieżnie bez wskazania celu wyjazdów przez kandydatkę na ministra.
Kandydat na szefa ministerstwa handlu, przemysłu i energii Moon Sung-wook ma na koncie unikanie płacenia podatków. Nieprawidłowości na tym polu mają także dotyczyć jego dzieci. Potencjalny nowy minister pracy An Kyung-duk miał w 2011 roku ochraniać sieć dyskontów E-mart po tym, jak w jednym ze sklepów doszło do śmiertelnego wypadku, w którym zginęło czworo pracowników. Dwa lata później media doszukały się polityka na listach z prezentami dla wysoko postawionych urzędników oraz kluczowych klientów E-martu.
Na zakończenie tej listy wreszcie znajduje się kandydat na ministra ds. oceanów i rybołówstwa Park Jun-young. Jego żona podejrzewana jest o nielegalny przemyt do kraju porcelany i jej nielegalną sprzedaż w Korei.
Koreańczycy często podkreślają podobieństwa swojego wybuchowego charakteru jak i skomplikowanej historii kraju do Polaków. Tak jak my szybko się denerwują i zapalają do nowych inicjatyw, z których potem niewiele wynika. Podobnie jak Polska znajdują się od wieków między dwiema potęgami: Chinami i Japonią (u nas ta para to Rosja i Niemcy) i nie są w stanie zrobić z tymi geopolitycznymi realiami wiele. Do szeregu podobieństw można z powodzeniem dołączyć powszechną także i u nas moralność Kalego. Jedyna różnica to, że po koreańsku brzmi ona „naero-nambul”.
RAFAŁ TOMAŃSKI
Dyrektor Działu Chin i Azji Wschodniej. Dziennikarz, japonista, autor książek o Japonii i obu Koreach. Pracował w Pekinie jako korespondent PAP na Azję. Wielokrotnie relacjonował międzynarodowe szczyty w tamtym regionie dla polskich mediów, m.in. G20 w Hangzhou w 2016 r. i Osace w 2019, czy drugi szczyt Trump-Kim w Hanoi w 2019 roku.
Od czerwca 2020 roku prowadzi „Środek od środka”, cykl nagrań przybliżających azjatycką historię, kulturę, literaturę i życie codzienne na rozmaitych platformach społecznościowych.