Junta wojskowa przejęła stery w Birmie/Mjanmnie ponad 100 dni wcześniej. Niektórzy twierdzą, że nie można mówić o jakimkolwiek zamachu stanu, ponieważ wojskowi (birmańska armia nazywana jest Tatmadaw, wymowa to „tatmado”) nie oddali władzy nawet, gdy w pierwszym szeregu wystawiano do administrowania krajem polityków z noblistką Aung San Suu Kyi na czele. Powody nagłego zwrotu akcji pozostają niejasne, ale na plakatach protestujących na ulicach miast mieszkańców Birmy pojawia się tajemniczy skrót, który ich zdaniem stanowi najlepsze wyjście z sytuacji.

Tym akronimem jest R2P, Responsibility to Protect, „odpowiedzialność do ochrony”. Oznacza mechanizm wymagający od społeczności międzynarodowej reakcji, gdy gdzieś dzieje się niesprawiedliwość. Żeby uniknąć oskarżeń o ingerowanie w wewnętrzne sprawy danego państwa, musi to być jednak niesprawiedliwość największego kalibru. Ocierająca się o zbrodnie przeciwko ludzkości.

Dla Birmańczyków – choć trudno jednoznacznie używać tego terminu wobec całego narodu, Birma/Mjanma składa się z kilkudziesięciu grup etnicznych o zaszłościach historycznych i różnicach kulturowych, które nie ułatwiają wspólnego działania w naszym pojęciu narodu – Tatmadaw to bezwzględna maszyna, która od 1 lutego 2021 roku, czyli od przewrotu, rozpoczęła proces eksterminacji wszystkich chcących stanąć wojsku na drodze. Rozprawa jest bezpardonowa, liczba ofiar protestów sięga setek, wojsko strzela także do dzieci. Jak najbardziej sytuacja może być określona jako zbrodnia przeciwko ludzkości.

Zadziała jedynie język siły

Językiem zrozumiałym dla generałów może w tych warunkach być jedynie przekaż oparty na sile. R2P zakładałby punktowe ataki wojsk amerykańskich na wojskowe bazy w Birmie. Dowódcy przyznają otwarcie, że nie zrobią na nich wrażenia planowane sankcje międzynarodowe, bo przez dekady wcześniejszej izolacji i samostanowienia (miedzy 1962 i 2011 rokiem) wypracowali skuteczne metody ich obchodzenia. Jednym słowem, nawet w obliczu sankcji Birma nie ugnie się przed Zachodem.

Teoretycznie bliższym negocjatorem, zarówno geograficznie jak i kulturowo, powinna stać się organizacja państw Azji Południowo-wschodniej (ASEAN). Birma jest jej członkiem i ma do dyspozycji dziewięciu partnerów w regionie w ramach tego stowarzyszenia. Z ASEAN nie jest jednak łatwo rozmawiać, ponieważ z jednej strony organizacja trzyma się zasady nieingerowania w sprawy wewnętrzne innych państw. Z drugiej także zapraszając na kwietniowy szczyt w Kuala Lumpur dowódcę armii i szefa junty, generała Min Aung Hlainga z pominięciem przedstawicieli odpowiedników Rządu Narodowej Jedności (National Unity Government) wskazano, kogo ASEAN poprze i komu da prawo przewodzić w Birmie.

Pozostają zatem naloty. Nie na cele cywilne, ale jedynie wojskowe, do tego prosi o nie sama społeczność zgnębionego państwa. Sytuacja zaczyna ocierać się o absurd, a prośba o „zniszczenie, żeby zostać uratowanym” przypomina cytat ze słynnej korespondencji Petera Arnetta z wojny w Wietnamie. Z cytatem rozprawia się w swojej książce “The Quote Verifier: Who Said What, Where, and When” Ralph Keynes (więcej szczegółów można znaleźć tutaj: https://www.bloomberg.com/opinion/articles/2018-02-09/destroying-a-quote-s-history-in-order-to-save-it), ale sens błyskawicznie powierzonego zdania „We had to destroy the village in order to save it” („Musieliśmy zniszczyć wioskę, by ją uratować”) wypowiedzianego przez pewnego amerykańskiego dowódcę wraca do życia w obliczu apel o R2P.

Rozłamu w armii nie będzie

Analitycy twierdzą, że nie można liczyć na rozłam w Tatmadaw, ponieważ na przestrzeni dekad armia wykazała się niezwykłą spójnością własnych szeregów i lojalnością wobec dowódców. Jej morale nie słabło podczas szeregu wcześniejszych pacyfikacji powstań i demonstracji. Dezercje zdarzają się, ale to jedynie pojedyncze przypadki, które nie świadczą o trendzie na szerszą skalę.

Co więcej protestujący nie są w stanie wobec znacznego potencjału militarnego armii wystawić jakiejkolwiek sensownej partyzantki. Wspominane mniejszości etniczne dysponują swoimi oddziałami przypominającymi małe, prywatne armie, jednak nie wszystkie są przeciwne działaniom junty oraz nie można mówić o jednomyślności wśród ich dowódców.

Z perspektywy międzynarodowej pozostawienie spraw swojemu biegowi może wprowadzić tereny graniczne Birmy z Chinami, Indiami czy Tajlandią na drogę pełzającej wojny partyzanckiej o wielu stronach i niemożliwych do prostego rozwiązania interesach. W planie R2P rozpisanym w jednej z analiz serwisu Asia Today zakłada się naloty pociskami Tomahawk na bazy birmańskich sił powietrznych. Armia nie będzie w stanie w odwecie bombardować partyzantów z grup Kachin i Karen, nie ucierpi również ludność cywilna. Generałowie mogliby wówczas chcieć usiąść do rozmów z negocjatorami, by wykluczyć dalsze ataki na kolejne bazy i główne siedziby dowództwa.

„Wyzwolenie przez zniszczenie”?

Na papierze koncepcja wygląda niemal bez zarzutu, ale wciąż pomysł oscyluje wokół „niszczenia by uratować”, co samo w sobie stanowi niezwykle zaawansowany oksymoron. Zagadką pozostaje zaangażowanie Chin w przewrót w Birmie. Kraj miał być jednym z elementów Nowego Jedwabnego Szlaku, najważniejszej chińskiej inicjatywy ekonomicznej i pozwolić Pekinu wyjść na teren Oceanu Indyjskiego specjalnym korytarzem ekonomicznym. Birma wymagała i wciąż potrzebuje niezliczonych inwestycji infrastrukturalnych, które dla Chińczyków także stanowiły dobre pole do działania. Wreszcie możliwość wojny podjazdowej na granicy stanowi zagrożenie, którego Pekin nie może bagatelizować. Niestabilność i przewrót wojskowy na pierwszy rzut oka nie są Chinom na rękę, idą w sprzeczności z ich interesami.

Być może zatem to generałowie chcieli uniezależnić się od chińskich inwestycji. Istnieje wytłumaczenie, że wcześniejszy, demokratycznie wybrany rząd Aung San Suu Kyi, ikony birmańskiej walki o wolność, stał się zbyt uległy wobec oczekiwań Pekinu. A tylko uniezależnienie się od chińskich wpływów może stanowić drogę do samodzielności Birmy. Może zatem, jeżeli taki antychiński scenariusz wchodziłby w grę z perspektywy Tatmadaw, stanowiłoby to nową wersję rozwoju wydarzeń z udziałem Stanów Zjednoczonych. Nowy prezydent Joe Biden buduje szeroką koalicję mającą powstrzymać Pekin. Mogłoby z perspektywy Birmy udać się uniknąć „wyzwolenia przez zniszczenie” i mechanizmu R2P, o które proszą ludzie. Pozostaje tylko pytanie, jak przekonać się do dyktatorów, dla których życie własnych obywateli nie ma wiele znaczenia, jeżeli istnieje szansa, że dysponuje się wspólnym celem.

RAFAŁ TOMAŃSKI

Dyrektor Działu Chin i Azji Wschodniej. Dziennikarz, japonista, autor książek o Japonii i obu Koreach. Pracował w Pekinie jako korespondent PAP na Azję. Wielokrotnie relacjonował międzynarodowe szczyty w tamtym regionie dla polskich mediów, m.in. G20 w Hangzhou w 2016 r. i Osace w 2019, czy drugi szczyt Trump-Kim w Hanoi w 2019 roku.

Od czerwca 2020 roku prowadzi „Środek od środka”, cykl nagrań przybliżających azjatycką historię, kulturę, literaturę i życie codzienne na rozmaitych platformach społecznościowych.