Perspektywa ingerencji Federacji Rosyjskiej w amerykańskie wybory w 2020 r.
Najbliższe wybory prezydenckie w USA odbędą się 3 listopada 2020 roku, posiedzenie Kolegium Elektorów będzie zaś miało miejsce 14 grudnia. Kandydaci nie zostali jeszcze co prawda zgłoszeni przez partie, stwierdzić już można jednak z dużą pewnością, iż wybór Partii Republikańskiej padnie na Donalda Trumpa, który będzie zarazem ubiegać się o reelekcję. Kandydaturę w republikańskich prawyborach, które odbędą się w Karolinie Północnej zadeklarowali jak dotąd również Rocky De La Fuente oraz Bill Weld. W prawyborach Partii Demokratycznej zmierzą się natomiast Joe Biden, Tulsi Gabbard, Amy Klobuchar, Bernie Sanders oraz Elizabeth Warren[1].
W jaki sposób wybierany jest prezydent w USA?
W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej nowy gospodarz Białego Domu wybierany jest w wyborach powszechnych i pośrednich. Kadencja prezydenta USA trwa 4 lata, a piastować ten urząd można dwukrotnie[2]. Nowy prezydent zostaje oficjalnie zaprzysiężony 20 stycznia[3], a w przypadku gdy dzień ten wypada w niedzielę, uroczystość przekładana jest na poniedziałek 21 stycznia[4]. Głową państwa w USA zostać może wyłącznie osoba ze statusem native-born co interpretowane jest jako urodzenie się na terytorium Stanów Zjednoczonych bądź otrzymanie tamtejszego obywatelstwa z chwilą narodzin w wypadku posiadania go przez rodzica (Płudowski, 2017: 177).
Głosowanie w wyborach prezydenckich odbywa się zawsze w pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada. Wybierani są wówczas elektorzy, którzy mają zagłosować na danego kandydata wedle wyboru dokonanego przez społeczeństwo w danym stanie. Zazwyczaj elektorzy głosują zgodnie z tym rezultatem, lecz nie są do tego zobligowani przez jakikolwiek przepis prawa federalnego. Lista elektorów ustalana jest wcześniej przez partie polityczne[5]. Liczba głosów elektorskich pozostaje natomiast zależna od liczby przedstawicieli danego stanu w Izbie Reprezentantów oraz Senacie, tzn. liczba głosów elektorskich w każdym stanie jest sumą zmiennej liczby członków Izby Reprezentantów (z danego stanu) oraz stałej liczby senatorów (zawsze są to dwaj senatorzy na stan). Pewną osobliwością pozostaje fakt, iż możliwa jest sytuacja, gdy prezydentem zostaje kandydat, który uzyskał w skali całego państwa mniej głosów niż przeciwnik. Miało to dla przykładu miejsce podczas ostatnich wyborów[6] – Hillary Clinton zdobyła więcej głosów, ale według prawa amerykańskiego (wybór przez Kolegium Elektorów) wygrał Donald Trump (tamże: 180-181).
Ingerencja Rosjan w amerykańskie wybory w 2016 roku
Skandale wokół Białego Domu od zawsze były jednym z najciekawszych tematów pojawiających się na pierwszych stronach amerykańskich gazet. Dlatego też republikańscy politycy przed wyborami w 2016 roku starali się wyłonić kandydata bez skazy. Podczas kampanii prezydenckiej decydenci Partii Republikańskiej głęboko zastanawiali się czy powiązania z władzami rosyjskimi nie będą przeszkadzały w zdobyciu fotela prezydenta USA przez jednego z kandydatów – Donalda Johna Trumpa. Początkowo okazały się one nawet pomocne. Stanowić przeszkodę poczęły dopiero w początkowej fazie prezydentury gdy pojawił się zarzut manipulowania amerykańskimi wyborami przez Rosjan. Wówczas to administracja Trumpa stwierdziła, że sprawa rosyjskiej ingerencji w wybory prezydenckie w 2016 roku nie jest w żadnym wypadku istotną kwestią i jako taka nie warta jest komentarza. Bagatelizowanie tematu objawiło się nawet w postaci określania go mianem teorii spiskowej. Pomimo wszakże upływu czasu sprawa nie przycichła, a stanowisko prezydenckiej administracji uległo jedynie zmianie takiej, iż z teorii spiskowej przerzucono się na fake newsy. Ponadto, przykładowo Bannon[7] stwierdził, że nikt z zaplecza Donalda Trumpa nie jest zdolny do spiskowania. Z tych rzekomych związków Trumpa z Rosją korzyści czerpały obie wiodące amerykańskie partie. Demokraci z wiadomych powodów, Republikanie natomiast z obawy przed „swoim” człowiekiem[8]. Republikańscy kongresmeni chcąc wzmocnić swoją pozycję u prezydenta wspominali o możliwości przeprowadzenia śledztwa dotyczącego jego powiązań z Rosjanami. FBI oraz Departament Sprawiedliwości wówczas już od jakiegoś czasu prowadziły działania w tej sprawie.
Należy pamiętać, że po objęciu urzędu prezydenta przez Trumpa w administracji rządowej pracowało nadal mnóstwo ludzi sprzyjających Barackowi Obamie, a zarazem nieprzychylnych nowemu prezydentowi. Do tego grona zaliczyć można prokurator Sally Yates z Departamentu Sprawiedliwości. Straciła ona stanowisko dopiero po dwóch latach od zaprzysiężenia Trumpa. Nieoficjalnym powodem była krytyka antyimigranckiego dekretu prezydenta (Wolff, 2018: 154, 156-157).
Jednym z pierwszych którzy odważyli się w tamtym czasie pisać o związkach Władimira Putina z amerykańskim „szczęściem” Trumpa był Franklin Foer[9]. W tekście z 4 lipca 2016 roku dziennikarz ów wyrażał zdziwienie, że poważnym kandydatem partii republikańskiej na prezydenta zostaje osoba „nieprześwietlona”, ktoś z wieloma problemami w biznesie. Praworządność interesów Trumpa budziła duże wątpliwości, a co więcej uważany był on za człowieka skorumpowanego, co uznano jednak za atut i promowano podczas kampanii. Jako biznesmen Trump współpracował z politykami, którzy tolerowali korupcję. W międzynarodowym środowisku miał kontakty z niezbyt uczciwymi ludźmi, a jego biznesowe transakcje wzbudzały negatywne reakcje. Przyszły kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych nie potwierdzał też informacji na temat prowadzonych w Federacji Rosyjskiej interesów, mimo silnych powiązań biznesowych z ludźmi z tego kraju. Kontaktami Trumpa które wzbudzały największe podejrzenia były takie osoby jak Tevfik Arif (rosyjski urzędnik powiązany z Trump Tower), Felix Sater (rosyjski imigrant z kryminalną przeszłością, Trump nie przyznawał się do kontaktów z nim), Carter Page (doradca w Gazpromie, który znalazł się na celowniku FBI, a zarazem na liście doradców Trumpa ds. polityki zagranicznej, prezydent twierdził że się z nim nawet nie spotkał), Michael Flynn (doradca Trumpa, również wiązany z Putinem) oraz Paul Manafort (szef kampanii Trumpa, w przeszłości doradca Janukowycza, wiązany z Deripaską, znajomym prezydenta Rosji). Nawet jeśli większość tych informacji okazałaby się jedynie plotkami, to taki był obraz postrzegania prezydenta USA w świecie. Pomimo tego wszystkiego republikanie zdecydowali się postawić na Donalda Trumpa (Wolff, 2018: 158-162).
6 stycznia 2017 roku CIA, FBI oraz NSA we wspólnym oficjalnym oświadczeniu potwierdziły, że prezydent Federacji Rosyjskiej zlecił ingerencję w amerykańskie wybory prezydenckie z 2016 roku. W raporcie stwierdzono, że miały miejsce niestandardowe kontakty między Trumpem i jego politycznym zapleczem a rosyjskimi władzami. Ponadto oliwy do ognia dolał prezydencki doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn, którego pełne pokrętnych wyjaśnień zeznania na temat rozmów z Rosjanami stały się niewiarygodne. Podkreślić tu należy, że rozmowa między Flynnem a dziennikarką Washington Post pozostać miała nieoficjalna. Komentując wtedy swoje polityczne działania Michael Flynn stwierdził, że nie rozmawiał z władzami rosyjskimi na temat sankcji. Po paru artykułach zaczął mieć jednak wątpliwości i zaprzeczył jakoby w ogóle pamiętał rozmowę na temat Rosjan. Kontrowersje wokół doradcy zmusiły Trumpa do odwołania go z pełnionej funkcji. Powodem nie był jednak wspomniany wywiad, lecz okłamanie wiceprezydenta Mike’a Pence’a w tej sprawie. Oficjalne usunięcie Flynna z administracji Donalda Trumpa utwierdziło opinię publiczną w przekonaniu o powiązaniach prezydenta z Federacją Rosyjską (Wolff, 2018: 163-170).
Amerykańskie błędy z wyborów 2016 oraz perspektywa naprawcza 2020
Raport Mueller’a[10] który podsumował dochodzenie w sprawie rosyjskiej ingerencji w wybory z 2016 roku w Stanach jednoznacznie potwierdził, że Rosjanie wspierali republikańskiego kandydata w kampanii. Dokument ten wskazywał m. in. na operacje informacyjne[11], które pomagały Trumpowi[12]. Należy jednak pamiętać, że Rosjanie ingerowali w amerykańskie wybory nie tylko poprzez media społecznościowe a także poprzez cyberataki. Podczas wyborów atakowane były systemy komputerowe i infrastruktura komisji wyborczych (businessinsider.com.pl, 2017). Warty wspomnienia jest tu również senacki raport, który proponował zmiany w sposobach radzenia sobie z dezinformacją[13] i ingerowaniem w amerykańską demokrację. Proponowano w nim rozwiązania mające umożliwić zapobieżenie podobnym sytuacjom w przyszłości, tj. podczas kolejnych wyborów.
Jednym z takich działań stało się zlecenie przez Senat audytu ukierunkowanego na to, aby każdy amerykański obywatel miał możliwość sprawdzenia kto jest sponsorem danych reklam politycznych. Najistotniejszą kwestią pozostawał jednak stały monitoring w tym aspekcie platform społecznościowych. Wszelkie potencjalne fake newsy powinny być według senatorów na bieżąco sprawdzane przez Kongres. Senat chciał również aby opinia publiczna miała świadomość istnienia ryzyka ingerencji obcego państwa w sprawy wewnętrzne USA. Przede wszystkim chodziło o uwrażliwienie na ten fakt obywateli przed wyborami prezydenckimi, które odbędą się jesienią 2020 roku. Dlatego też raport opublikowany po wydarzeniach z wyborów w 2016 roku podkreślał, że należy użyć wszelkich środków naukowych, aby społeczeństwo potrafiło rozróżniać fake newsy od informacji prawdziwych (dziennik.pl, 2019).
Czy możliwe jest, aby wszyscy obywatele USA byli w stanie określić, która informacja jest nieprawdziwa? Przy ciągłej „zabawie” własnego prezydenta z podważaniem wyników śledztw, określaniem ich jako fake newsy, atakowaniem FBI czy prokuratora specjalnego jest to wątpliwe. Mimo szeregu dowodów[14] (zob. Mueller, 2019: 40-48), prezydent USA nadal nie widział podstaw, aby ktokolwiek miał wierzyć w rosyjską ingerencję w jego wybór.
Amerykanie podjęli szereg działań zmierzających do powstrzymania Rosjan przed ingerencją w kolejne wybory. Jednak nawet gdyby przyjąć założenie, że wyciągnięto wnioski z przebiegu ostatnich wyborów, mimo wszystko nie można stwierdzić, że już teraz Stany posiadają odpowiednie środki, aby nie dopuścić do powtórzenia błędów popełnionych cztery lata temu.
Amerykańscy politycy powinni, pracując wspólnie i niezależnie od opcji politycznej, doprowadzić do wprowadzenia ustaw, które wzmocniłyby system wyborczy (Reichardt, 2019). Jak dotąd, starając się nie dopuścić do podobnej sytuacji w przyszłości, Amerykanie m. in. nałożyli sankcje na Federację Rosyjską. W zamian Rosjanie nakazali 755 dyplomatom amerykańskim opuszczenie Rosji (Dąbrowski i Legucka, 2017). Ustawa Kongresu dot. sankcji nosi nazwę „Przeciwdziałanie przeciwnikom Ameryki poprzez sankcje” (zob. Public Law No: 115-44), dotyczy również Iranu, Korei Północnej i traktuje dodatkowo o przeciwdziałaniu terroryzmowi. Wprowadzane restrykcje oprócz ochrony przed obcym ingerowaniem w sprawy amerykańskie miały również za zadanie pozbawić prezydenta USA samodzielności. Ustawa nakazuje bowiem głowie państwa uzyskanie zgody Kongresu w przypadku chęci zaostrzenia bądź złagodzenia owych obostrzeń (Wiśniewska i Kardaś, 2017).
Należy wspomnieć, że po incydentach z wyborów 2016 amerykańscy politycy wprowadzali różne ograniczenia dotyczące Rosjan. Jednak nie były one na tyle skuteczne, aby zablokować Moskwę przed kolejnymi próbami wpływania na sytuację wewnętrzną w Stanach. Za przykład posłużyć może tutaj ustawa „O europejskim bezpieczeństwie i zróżnicowaniu energetycznym” zaproponowana przez amerykańskich senatorów, a ukierunkowana na ograniczenie wpływów Kremla (wgospodarce.pl, 2018).
Ameryka nie radząc sobie z Rosjanami doprowadza do sytuacji, w której rosyjski prezydent bardzo swobodnie czuje się z faktem wpływania na amerykańskie wybory. Władimir Putin w jednym z wywiadów posunął się nawet do stwierdzenia, iż jego państwo zamierza się wtrącać w kolejne amerykańskie wybory.
Oficjalnie oczywiście oba supermocarstwa zaprzeczają jakoby była możliwość rosyjskiej ingerencji w jesienne wybory w USA. Waszyngton twierdzi, że na tego typu próby jest dobrze przygotowany, Moskwa zaś określa takie doniesienia paranoidalnymi (Юшков, 2020).
Czy Rosjanie będą próbować wpłynąć na amerykańskie wybory prezydenckie w 2020 roku? Prawidłowe pytanie to nie „czy”, lecz „w jakim stopniu” Federacja Rosyjska na nie wpłynie. Według New York Times’a anonimowi funkcjonariusze wywiadu już stracili część swoich kontaktów z wewnętrznego kręgu Władimira Putina. Jeśli więc Ameryka nie zabezpieczy się w odpowiedni sposób, głównie poprzez odpowiednią legislację, to Rosja z pewnością znów będzie w stanie ją zaskoczyć (Skorohod, 2019).
Bibliografia
1. Skorohod N. (2019), Трамп против спецслужб: почему президент США опровергает все о «российском деле», politeka.net https://politeka.net/news/politics/739644-tramp-protyv-spetssluzhb-pochemu-prezydent-ssha-oprovergaet-vse-o-rossyiskom-dele [dostęp 13 marca 2020].
2. Юшков М. (2020), В США потребовали ввести санкции за «вмешательство» России в выборы-2020, rbc.ru https://www.rbc.ru/rbcfreenews/5e5b224b9a79477072b23956 [dostęp 3 marca 2020]
3. BusinessInsider.com.pl (2017), Rosyjskie ataki hakerskie dotknęły komisje wyborczew niemal połowie stanów USA, businessinsider.com.pl https://businessinsider.com.pl/polityka/rosyjskie-ataki-hakerskie-na-usa-w-czasie-wyborow-w-2016/889ndpt [dostęp 28 marca 2020].
4. Dąbrowski A., Legucka A. (2017), PISM.pl https://pism.pl/publikacje/Sankcje_USA_wobec_Rosji [dostęp 11 marca 2020].
5. Wiadomości.Dziennik.pl (2019), Raport Senatu USA: Rosja ingerowała w wybory prezydenckie
i wspierała Trumpa, Dziennik.pl https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/539578,usa-raport-wywiadu-putin-staral-sie-pomoc-trumpowi-w-zwyciestwie-w-wyborach.html [dostęp 1 marca 2020].
6. Mueller R. (2019), The Mueller Report the final report of the special counsel into Donald Trump, Russia and Collusion, New York, Skyhorse Publishing.
7. Płudowski T. (2017), Kampanie i wybory prezydenckie [w:] Z. Lewicki (red.), Ameryka Instytucje i Społeczeństwo 1607-2017, Warszawa, ASPRA-JR.
8. Reichardt A. (2019), Amerykanie nieprzygotowani na rosyjskie manipulacje
w wyborach 2020, CyberDefence24.pl https://www.cyberdefence24.pl/amerykanie-nieprzygotowani-na-rosyjskie-manipulacje-w-wyborach-2020-opinia?fbclid=IwAR2-gcutLCGa7qAVHIGkIAQMGyLZ-RPxzG7BPU9x90hFqJj_DBUc1Jrmkzk [dostęp 2 marca 2020].
9. Ustawa z dnia 2 sierpnia 2017: Countering America’s Adversaries Through Sanctions Act, Tekst: Public Law No: 115-44,gov https://www.congress.gov
/bill/115th-congress/house-bill/3364/text [dostęp 3 marca 2020].
10. wGospodarce.pl (2018), Senat amerykański szykuje niespodziankę dla Putina, wGospodarce.pl https://wgospodarce.pl/informacje/55021-senat-amerykanski-szykuje-niespodzianke-dla-putina [dostęp 12 marca 2020].
11. Wiśniewska I., Kardaś S. (2017), Ustawa o amerykańskich sankcjach przeciwko Rosji, osw.waw.pl https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2017-08-04/ustawa-o-amerykanskich-sankcjach-przeciwko-rosji [dostęp 12 marca 2020].
12. Wolff M., tł. Witkowska M., Moltzan-Małkowska M. (2018), Ogień i Furia Biały Dom Trumpa, Warszawa, Prószyński i S-ka.
[1] Burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg wycofał się 4 marca 2020 r. po serii słabych wyników
w 14 stanach.
[2] W 1951 roku wprowadzono XXII Nowelę do Konstytucji USA po tym jak Franklin Delano Roosevelt zmarł
w 1945 roku podczas pełnienia czwartej kadencji na stanowisku prezydenta USA. Nowela traktowała o tym,
iż prezydent może sprawować urząd maksymalnie dwukrotnie (plus połowę kadencji jako wiceprezydent).
[3] Ma to miejsce od 1937 roku.
[4] Ostatnia taka sytuacja miała miejsce w 2013 roku, gdy przysięgę składał na swoją drugą kadencję Barack Obama.
[5] Nie mogą to być kongresmeni ani członkowie władz federalnych.
[6] Wcześniej miało to miejsce podczas wyborów w: 1824, 1876, 1888 oraz 2000 roku.
[7] Stephen Bannon – dziennikarz, autor wielu teorii spiskowych, późniejszy szef kampanii wyborczej i doradca Donalda Trumpa.
[8] Chodziło o posiadanie „czegoś” na własnego kandydata – aby nie był „zbyt niezależny”.
[9] Były redaktor naczelny New Republic.
[10] Robert Mueller – prawnik, dyrektor Federalnego Biura Śledczego USA (do 2013 roku), specjalny prokurator powołany do nadzorowania federalnego śledztwa w sprawie zarzutów o ingerencję Federacji Rosyjskiej
w amerykańskie wybory z 2016 roku.
[11] Chodziło przede wszystkim o sposoby wykorzystania mediów społecznościowych.
[12] Czasem działania te były niekorzystne dla innych Republikanów.
[13] Zadania dezinformacyjne wykonywać miała rosyjska agencja IRA (Internet Research Agency).
[14] Dowody te wskazywały na ingerencję Rosjan, lecz nie były wystarczające aby postawić Trumpowi zarzuty.
Mariusz Miętek
Absolwent stosunków międzynarodowych oraz politologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, doktorant Instytutu Historii Nauki Polskiej Akademii Nauk. W swojej rozprawie doktorskiej zajmuje się historią nauk politycznych. Jego główne zainteresowania to relacje amerykańsko-sowieckie (rosyjskie).