Morze Południowochińskie przyciąga uwagę państw regionu oraz zyskuje coraz więcej spojrzeń z dalszych stron. Obecność na tym akwenie brytyjskiej grupy uderzeniowej z najnowocześniejszym lotniskowcem HMS Queen Elizabeth to jedno, ale warto odnotować również, że na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ, 9 sierpnia, odbyła się pierwsza debata poświęcona bezpieczeństwu na morzu.
Na zaproszenie rotacyjnej prezydencji Indii, w tym wypadku premiera Narendry Modiego, głos w dyskusji zabrał premier Wietnamu Pham Minh Chinh. Tematem debaty zorganizowanej z przyczyn epidemicznych w formie połączenia video było „Wzmacnianie bezpieczeństwa na morzu: przestrzeń międzynarodowej współpracy”.
Newralgiczny rejon
Tematów do rozmów dotyczących Morza Południowochińskiego jest rzecz jasna wiele. Brytyjski lotniskowiec wizytuje ten teren wraz z jednostkami marynarek kilku państw UE ze względu na problemy z chińskimi roszczeniami terytorialnymi. Jednak o morzu można rozmawiać nie tylko w kwestii sporów z Pekinem. W debacie pojawiły się kwestie przeciwdziałania terroryzmowi, zwalczaniu piratów, przemytu ludzi i narkotyków, przestępczości zorganizowanej oraz działań na rzecz poprawy jakości życia ludzi, których egzystencja zależy od tego morza.
Głos Wietnamu jest w kwestii Morza Południowochińskiego szczególnie istotny, ponieważ to państwo, razem z Filipinami, w największym stopniu zwraca uwagę Chinom na nieuzasadnione roszczenia terytorialne. Pozycja Manili pozostaje chwiejna od 2016, gdy wówczas 12 lipca Stały Trybunał Arbitrażowy z siedzibą w Hadze wydał korzystny dla Filipin wyrok oddalający terytorialne zakupy Chin. Dwa tygodnie wcześniej (dokładnie 30 czerwca 2016 roku) zaprzysiężono nowego prezydenta kraju, Rodrigo Duterte. Zasłynął jako strongmen, wieloletni burmistrz miasta Davao na południu kraju. Miał równie bezkompromisowo co z przestępczością u siebie rozprawić się z roszczeniami Chińczyków na spornych archipelagach Paraceli i Spratly na problematycznym morzu. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.
Stanowisko Duterte
Relacje ze strony osób z bezpośredniego otoczenia Duterte wskazują, iż dla nowego szefa państwa antychiński wyrok był niechcianym balastem, a nie ułatwieniem w budowaniu pozycji od początku rządów. Duterte chciał zamieść sprawę sporów na morzu zamieść pod dywan i rozpocząć z Pekinem nowe otwarcie. Wielokrotnie w 2017 roku przyznawał, że decydowanie się na otwarty konflikt zbrojny z o wiele większym mocarstwem jakim są Chiny byłoby szaleństwem i przyniosłoby jedynie masę ofiar jego własnemu narodowi. Oczywiście trudno się z tym nie zgodzić, jednak pozostaje spora różnica między układaniem się ponad podziałami z trudnym sąsiadem, a udawaniem, że kontrowersje nie istnieją i utrata wiarygodności przed własnym narodem.
Militaryzacja spornych wysp Paracelskich i Spratly od 2014 roku przybrała namacalne rozmiary. Nowe lądowiska zbudowane na przywiezionym z Chin kontynentalnych piasku i chińskich materiałach są zdolne przyjmować bombowce strategiczne oraz pasażerskie jumbo jety. Archipelagi stały się nowymi lotniskowcami Pekinu znacząco poszerzając chińskie możliwości obrony rakietowej, zasięg myśliwców nowej generacji oraz zapewniając inną nierównowagę sił na całym akwenie. Chiny twierdzą, iż należy im się ponad 90 proc. Morza Południowochińskiego i wszelkie głosy krytyki odbijają ze stoickim spokojem.
Code of Conduct
W 2017 roku szefowie MSZ wspólnoty ASEAN (czyli Stowarzyszenia Państw Azji Południowo-wschodniej) zgodzili się co do ostatecznego kształtu nowego zestawu wytycznych regulujących zachowanie na Morzu Południowochińskim. Od lat na takim forum dopracowuje się tzw. Code of Conduct, kodeks postępowania na sporym terenie. Wcześniejsze próby wprowadzenia jednolitych procedur sięgają 1992 roku, gdy przyjęto pierwszy Code of Conduct, który został wówczas zignorowany przez Pekin. Kolejna próba po następnych kilku latach starań uzyskała formę niewiążącej obie strony Deklaracji Postępowania (Declaration of Conduct) w 2002 roku.
Mechanizmem, który mógłby pomóc złagodzić sytuację, jest stworzenie tzw. JDA, czyli połączonych porozumień o współpracy (Joint Development Agreement). Takich umów do tej pory jest dość sporo i każde z państw regionu Azji Południowo-Wschodniej podpisało do tej pory przynajmniej jedną z nich. Wody terytorialne często nakładają się na siebie na terenach złóż, z których można wspólnie korzystać. Bez nerwów, napięć i niepotrzebnej eskalacji sporów, która zawsze może skończyć się tragicznie.
Porozumienie, które nie gwarantuje spokoju
Bazą dla umów JDA jest oparcie wspólnych działań w zakresie eksploracji, produkcji i księgowości zysków płynących z tego, co na morzu się znajduje. W atmosferze pokoju i zrozumienia, by każda ze stron mogła skupiać się na osiąganiu korzyści. Podstawą dla porozumień jest ONZ-owska Konwencja Prawa na Morzu (UNCLOS z 1982 roku), która daje krajom możliwości porozumiewania się między sobą w duchu zrozumienia, pokoju i bez wzajemnych uprzedzeń (dokładnie artykuły 74 i 83). Wszystkie państwa regionu ją podpisały. JDA podpisywano pomiędzy Malezją i Tajlandią (1979), Kambodżą i Wietnamem (1982), Australią i Indonezją (1989), Malezja i Wietnamem (1992), Kambodżą i Tajlandią (2001), Australią i Timorem Wschodnim (2002), Japonią i Chinami (2008), Malezją i Brunei (2009), a także między Chinami i Wietnamem (2000). Jak widać czasami nawet podpisanie porozumienie, które ma sprawy ułatwiać, nie gwarantuje spokoju w regionie.
12 lipca 2018 roku, w drugą rocznicę wyroku z Hagi na ulicach Manili od samego rana zawisły plakaty z napisem „Witamy na Filipinach, prowincji Chin”. Zaproszenie powtórzono także po chińsku. Słowa nawiązywały do wypowiedzi samego Duterte, który 19 lutego 2018 roku na rocznicowym spotkaniu chińskiej izby handlowej na Filipinach mówił: „Jeżeli tylko chcecie, zróbcie z nas prowincję, jak Fujian. Prowincję Filipiny, Chiny”. Filipińscy rybacy są coraz częściej ograbiani z połowów przez chińską straż przybrzeżną. Zdaniem Duterte także nie ma powodów do obaw, a to że Chińczycy z karabinami w zamian za rzadkie gatunki ryb dają stare papierosy i przeterminowane zupki instant to tylko handel barterowy.
Spór Hanoi z Pekinem
Na Filipinach postuluje się także, by 12 lipca stał się dniem przyjaźni filipińsko-wietnamskiej ze względu na podobne antychińskie stanowisko, jakie łączy oba kraje w sporze o archipelagi. Wietnam ma z Chinami na pieńku nie tylko od czterech, ale od ponad dwóch tysięcy lat. Tyle bowiem trwają najazdy zmieniających się kolejno dynastii większego sąsiada wobec mniejszego.
Właśnie z powodu wielowiekowych doświadczeń z Chinami głos Wietnamu liczy się w kwestii Morza Południowochińskiego. Hanoi wielokrotnie podkreślało za kulisami, że polityczne sojusze i układy sił potrafią się zmieniać, ale historia zawsze bierze górę. Wietnamczycy patrzą na sprawy bieżące z perspektywy setek lat, a wówczas krwawa wojna z USA (którą my na Zachodzie znamy jako wietnamską, a w Wietnamie określa się ją jako amerykańską), która zdefiniowała przez dekady obraz Wietnamu to zaledwie kilka lat zbrojnego oporu wobec najeźdźcy. Okres panowania Francuzów przed wejściem Amerykanów to ledwie sto lat bycia europejską kolonią. Natomiast relacje z Chinami to ponad dwa tysiące lat ciągłej walki, intryg, trybutów, powstań i walki o narodową dumę.
Surowi nadzorcy z Chin
Hanoi zatem nie jest w stanie zmienić frontu jak robi to filipiński prezydent. Nikt by w taki obrót sprawy nie uwierzył, bo Chińczycy to nie dalecy krewni, którzy przychodzą z drogimi prezentami, ale bardziej surowi nadzorcy, którzy nie znoszą najmniejszego sprzeciwu.
Z tego powodu udział premiera Wietnamu w debacie na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ ma duże znaczenie. Pham Minh Chinh podkreślił, że morza i oceany mają ogromne znaczenie dla ludzkości jako niemal nieograniczone źródła zasobów. Wskazał również na kluczowe znaczenie szlaków transportu morskiego – a to właśnie przez Cieśninę Malakka bezpośrednio przy Singapurze i Malezji przebiega jedna z najważniejszych dróg handlowych świata.
Ze strony Wietnamu pojawiły się podczas dyskusji trzy propozycje mające na celu rozpoczęcie nowego otwarcia w kwestii bezpieczeństwa na morzu. Po pierwsze premier Chinh zachęcił do globalnego zbudowania świadomości znaczenia mórz i ryzyk związanych bezpieczeństwem na ich terenach. To dobro należące do wszystkich, a nie takie, które można odbierać innych według własnych roszczeń niemających uzasadnienia jak w przypadku polityki Pekinu wobec Paraceli i Spratly.
Potrzebne prawo egzekwowane od wszystkich
Druga kwestią jest zbudowanie globalnego systemu zdolnego odpowiedzieć na globalne wyzwanie we wspomnianej sytuacji. Współpraca międzynarodowych struktur musi być w stanie skutecznie sprostać temu, jak obecnie wygląda rzeczywistość m.in. na Morzu Południowochińskim. Należy oprzeć ją na międzynarodowym prawie egzekwowanym od wszystkich. Chiny do tej pory nie przyjmują wyroku sądu z Hagi z 2016 roku i nie zmieniają swojej strategii wobec rozbudowania sztucznych wysp i ich militaryzacji. Zdaniem premiera Wietnamu sposobem na wyjście z tego impasu byłoby stworzenie nowego mechanizmu działania bezpośrednio przy ONZ. Byłby to format nowego rodzaju systemu zapewniania wzajemnego bezpieczeństwa na morzach. Ze swojej strony Wietnam oferuje dotychczasowo zdobywane doświadczenie na forum państw Azji Południowo-wschodniej (ASEAN).
Po trzecie wreszcie wszelkie relacje w powyższych schematach muszą odbywać się z poszanowaniem ONZ-towskiej konwencji o prawie morskim, tzw. UNCLOS przyjętej w 1982 roku. Wspólne zaadaptowanie tych wytycznych oraz ich sprawne egzekwowanie może być gwarancją potrzebnej stabilności w coraz bardziej trudnych geopolitycznie czasach.
Jeżeli chodzi o ten mechanizm, to UNCLOS uważa się za model do rozwiązywania obecnych i przyszłych problemów na morzach. Konwencję zaadaptowano 30 kwietnia 1982 roku po dziewięciu latach negocjacji. W pracach brało udział 150 państw, ostatecznie pierwszego dnia po przedstawieniu jej do ostatecznego sygnowania, 10 grudnia tego samego roku podpisało ja 107 krajów. Wobec rosnącego zagrożenia zaostrzeniem sytuacji na Morzu Południowochińskim, które może przerodzić się w zarzewie światowego konfliktu, UNCLOS uchodzi za drugi po Karcie Narodów Zjednoczonych najważniejszy dokument wypracowany na tym forum. Konwencja liczy 320 artykułów i dziewięć aneksów, określa się ją jako konstytucję dla mórz. Jej członkiem jest także Unia Europejska.
Rafał Tomański
Dyrektor Działu Chin i Azji Wschodniej. Dziennikarz, japonista, autor książek o Japonii i obu Koreach. Pracował w Pekinie jako korespondent PAP na Azję. Wielokrotnie relacjonował międzynarodowe szczyty w tamtym regionie dla polskich mediów, m.in. G20 w Hangzhou w 2016 r. i Osace w 2019, czy drugi szczyt Trump-Kim w Hanoi w 2019 roku.
Od czerwca 2020 roku prowadzi „Środek od środka”, cykl nagrań przybliżających azjatycką historię, kulturę, literaturę i życie codzienne na rozmaitych platformach społecznościowych.