Polityka Insight podała, że ZE PAK i węgierski MVM mają plan zbudowania elektrowni atomowej w  Kaliningradzie enklawie Federacji Rosyjskiej. Obie spółki mają być zainteresowane kupnem części udziałów w projekcie Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej (BEJ), należącej do Rosatomu.

Elektrownia miała powstać nad Niemnem (2400 MW), a obaj udziałowcy mieli objąć pakiet mniejszościowy. Tymczasem budowę zamrożono w 2013 r., ponieważ Polska i Litwa nie były zainteresowane importem, a Kaliningrad nie potrzebował takiej ilości energii elektrycznej. Elektrownia miała eksportować ponad 65% wyprodukowanej energii.

Nieoficjalnie ustalono, że temat budowy łącznika z Kaliningradem i przejęcia BEJ przez ZE PAK/MVM miał być omawiany przez prezesa Solorza z premierem Morawieckim i Jackiem Sasinem.

Głównym argumentem za realizacją inwestycji w  BEJ miała być  przyspieszająca transformacja energetyczna, która w najbliższych latach wymusi wyłączenie większości polskich elektrowni na węgiel oraz zwiększające się zapotrzebowanie na import energii.

Powrót do przeszłości?

Pomysł nie jest nowy, jak ujawnił w 2017 r. minister Piotr Naimski, w czasie rządów PO-PSL w latach 2009-2010 Rosjanie starali się powiązać kwestię umowy na dostawy gazu z Rosji z projektem budowy mostu elektroenergetycznego z Kaliningradu do Polski, przez który importowanoby do Polski energię elektryczną z BEJ. Równolegle do negocjacji gazowych rozmowy na ten temat prowadziło ze strony polskiej ministerstwo gospodarki i kierujący nim Waldemar Pawlak.

Wówczas jednak nie podpisano porozumienia o współpracy w elektroenergetyce. Kilka lat temu toczyło się śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełniania obowiązków służbowych w 2010 r., w związku z negocjowaniem i podpisaniem niekorzystnej dla Polski oraz sprzecznej z prawem UE umowy na dostawy do Polski rosyjskiego gazu. Ale jego rezultaty nie są znane.

Import energii z Rosji i Białorusi w praktyce

Władze Litwy, Estonii i Łotwy podjęły w 2019 r. decyzję o rezygnacji z dostaw energii elektrycznej z Rosji i Białorusi i o odłączeniu się od jeszcze postsowieckiego systemu energetycznego BRELL. Postanowiły, że do 2025 r. zsynchronizują swoje systemy elektroenergetyczne z krajami europejskimi i włączą się do sieci UE.

Obawy krajów bałtyckich szybko się zmaterializowały: 8 i 11 kwietnia 2021 r. reżim białoruski odłączył wszystkie cztery linie przesyłowe między Białorusią a Litwą. To miało być w związku z napiętą sytuacją polityczną między oboma krajami pokazem siły Łukaszenki. Mińsk zakładał, że bez prądu z Białorusi i Rosji kraje nadbałtyckie sobie nie poradzą. Tymczasem nie uległy one rosyjskiemu i białoruskiemu szantażowi i dzięki dodatkowemu importowi z Polski i Szwecji kraje te zbilansowały swoje systemy elektroenergetyczne.

Również Finlandia, największy odbiorca rosyjskiej energii, w styczniu tego roku przedstawiła cztery scenariusze rozwoju krajowego systemu energetycznego. Trzy zakładają całkowitą rezygnację z importu rosyjskiej energii i zastąpienie go rozwojem elektrowni wiatrowych i słonecznych.

Czas na Polski Atom

Realizacja pomysłu wejścia kapitałowego oraz importu energii z BEJ spowoduje wejście Rosjan na polski rynek energii elektrycznej, gdzie stosując ceny dumpingowe będą oni wstanie opanować znaczną część rynku. Wieloletnie wysiłki na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego zostaną w dużej mierze zaprzepaszczone.

Nie ma co liczyć na tzw. „biznesowe” podejście Rosjan do sprzedaży energii elektrycznej. Będzie to kolejny przyczółek Kremla mający za zadanie destabilizację polskiej elektroenergetyki i nie zmienią tego żadne zaklęcia potencjalnych inwestorów związane z wprowadzaniem Europejskiego Zielonego Ładu.

W zeszłym roku w czerwcu minister Naimski celnie wskazał, że budżet Rosji napełniają głównie środki ze sprzedaży gazu i ropy naftowej. A pieniądze z polskiego kontraktu są używane do sfinansowania wydatków militarnych w tym na zakup rakiet którymi Rosjanie grożą Polsce z Kaliningradu.

Tak samo będzie z energią elektryczną, zatem żelazna zasada, którą powinniśmy się kierować w tym przypadku, powinna brzmieć „Żaden kolejny dolar z Polski nie powinien trafić do rosyjskiego budżetu”.

 

Tomasz Szulc

Dr Tomasz Szulc

Dyrektor Działu Analiz ECPP. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, studiów wschodnich na Uniwersytecie Warszawskim oraz studiów menadżerskich Executive Master of Business Administration, wieloletni pracownik naukowy Instytutu Studiów Politycznych PAN, asystent w Zakładzie Porównawczych Studiów Postsowieckich oraz w Zakładzie Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Studiów Strategicznych ISP PAN, gdzie zajmował się badaniami nad rolą sektora naftowo-gazowego  w polityce wewnętrznej i międzynarodowej Federacji Rosyjskiej. Autor blisko trzydziestu analiz, publikacji naukowych i popularno-naukowych obejmujących swoim zakresem m.in. przemiany rosyjskiego sektora naftowo-gazowego, ekspansję rosyjskich koncernów energetycznych w UE i przestrzeni postsowieckiej oraz politykę klimatyczną UE. Redaktor opracowań analitycznych „Wpływ  kosztów  wykupu  pozwoleń  na  emisję  CO 2  na  cenę  energii  elektrycznej w Polsce. Konsekwencje dla gospodarki i społeczeństwa” oraz  „Unia  Europejska  i  Chińska  Republika  Ludowa.  Polityka  klimatyczno-energetyczna”.