W Korei Południowej narasta zjawisko tzw. inceli, mizoginów, antyfeministów, czyli mężczyzn, którzy z jakiegoś powodu nie czują sympatii do kobiet. To hasło pojawia się coraz częściej także i w debatach dotyczących Polski, dlatego dobrze wiedzieć, z czego bierze się w jednej ze swoich azjatyckich ojczyzn.

Koreańskie społeczeństwo cechuje skrajny konserwatyzm. Feminizm ma na Południu delikatnie mówiąc „pod górę”. Tam wszystko musi być jak w zawodach synchronicznych, bez żadnych ustępstw od ról przewidzianych przez społeczeństwo. Kobieta, która walczy o cokolwiek więcej, ląduje na marginesie. Pojawiają się jednak głosy krytyczne i coraz więcej osób chce odejścia od tych betonowych realiów.

Dwie powieści z kobietami w roli głównej

O rosnącym liberalizmie świadczy ogromna popularność dwóch wydanych niedawno koreańskich bestsellerów. Han Kang w swojej „Wegetariance” przedstawia kobietę, która przez sam fakt zrezygnowania z jedzenia mięsa jest przez najbliższych uznana za dziwaka. W Korei wszak wszystko kręci się wokół pieczonych kurczaków, grillowanego boczku i mięsa pod każdą postacią. Z kolei Cho Nam-Joo w książce „Kim Ji-young, rocznik 1982” opisała terapię młodej matki, która nie radzi sobie z presją otoczenia. Ambitnej dziewczynie, która chce coś osiągnąć w pracy najpierw wszyscy radzą, by rodziła jak najszybciej dziecko, następnie zostaje z nim sama, nie mogąc liczyć na pomoc zapracowanego męża. Od ludzi na ulicy słyszy, że jest „pasożytem”, który nie musi już pracować, bo żeruje na pensji małżonka.

Koreańskie kobiety kilka lat temu dały także dobitnie znać, że nie życzą sobie być podglądane przez mini kamerki w toaletach, przebieralniach i hotelach. Zjawisko po koreańsku określane jako „molka” (od słów „mollae kamera”, ukryta kamera) zataczało coraz większe kręgi. Zboczeńcy pozostawali długi czas bezkarni, obecnie wciąż reakcja policji w takich przypadkach pozostawia wiele do życzenia. Molka wyciągnęła na ulice w 2018 roku tysiące oburzonych Koreanek, ale warto pamiętać, że ostatnio także i panowie padają ofiarą takiego wirtualnego podglądania, często połączonego z późniejszym szantażem.

Nowe pokolenie mężczyzn

Literatura i demonstracje to jedna strona tamtej rzeczywistości. Naprzeciwko niej wyrasta nowe pokolenie wspomnianych inceli, mężczyzn znajdujących się w sytuacji tzw. mimowolnego celibatu (po ang. involuntary celibacy), często odrzuconych przez kobiety, albo niemogących zbudować nowych związków lub nawet w otwarty sposób odżegnujących się od konieczności dzielenia życia z partnerkami.

Według socjologów badających koreańskie społeczeństwo, w ostatnich latach dochodzi do szczególnego nagromadzenia negatywnych emocji wobec kobiet wśród młodych mężczyzn. Niemal trzy czwarte 20-latków głosowało w niedawnych wyborach na burmistrza Seulu na konserwatystę. Niemal 60 proc. przedstawicieli tej samej grupy wiekowej deklaruje niechęć do feminizmu. To właśnie brak zgody na zmianę statusu kobiety w społeczeństwie o skostniałych zasadach staje się magnesem do pozyskiwania głosów młodych wyborców. Już nie postulaty geopolityczne, polityka historyczna, straszenie groźbą wojny z Koreą Północną, czy konieczność opierania się chińskiej ekspansji ekonomicznej są tematem, którego młodzi szukają u polityków obecnej opozycji.

Wybory prezydenckie tuż tuż

Szefem opozycyjnej partii konserwatystów, którzy liczą na odzyskanie władzy na Południu po pięciu latach prezydentury liberała, został niedawno Lee Jun-seok. Rocznik 1985, wyjątkowo młody jak na polityka na wysokim stanowisku nie tylko w Korei, ale i w skali całej Azji, Lee nie kryje w licznych wywiadach swojej niechęci do feminizmu. Twierdzi, że do kobiet nic nie ma i nawet je lubi, ale jego poglądy są wodą na młyn konserwatystów.

W marcu 2022 roku Koreańczycy będą wybierać swojego prezydenta. Kadencja może być tylko jedna, dlatego Moon Jae-in-liberał odchodzi, a młody Lee – zbyt młody na start w wyborach, bo trzeba mieć ukończone 40 lat – będzie budował wokół swoich antyfeministycznych poglądów nowe zaplecze wyborców.

Kontrowersyjny gest i fala hejtu

Falę hejtu wywołaną przez inceli widać było podczas pierwszych dni igrzysk w Tokio. Koreańska łuczniczka An San jako jedna z pierwszych zawodniczek zdobyła trzy złote medale, jednak młodzi konserwatyści domagali się, by oddała trofea. Wytykano jej, że nie zasługuje na sukces, bo jest skrajną feministką. Symbolem tego miały być jej krótko obcięte włosy oraz naigrywanie się z mężczyzn we wpisach na Instagramie. Łuczniczka określała tam mężczyzn jako „bełkotliwych”, a to nie spodobało się nawet politykom konserwatywnej opozycji.

Co więcej ważnym symbolem nagonki na konserwatystów i inceli stał się pewien niewinny z pozoru gest. Dłoń z wyciągniętym kciukiem i palcem wskazującym (pozostałe palce złożone) urosła do miana szyderstwa z rozmiaru przyrodzenia mizoginów. Jeszcze w 2015 roku dłoń w takim geście miała w logo feministyczna organizacja o nazwie Megalia. Konserwatyści czuli się bardzo dotknięci, do tego stopnia, że gdy po latach, w maju 2021 roku, symbol pojawił się w reklamie sieci sklepów GS25, błyskawicznie dopatrzono się antykonserwatywnych, antyincelskich oraz piętnujących mizandrię podtekstów.

Feralny plakat reklamował nowa ofertę dań na popularne na Południu campingi. Dłoń z dwoma palcami wskazywała na kiełbaskę, która można było sobie teraz kupić po bardziej przystępnej cenie, a następnie zjeść ze smakiem, jak sugerowała sieć, pod gołym niebem. Nawiązania do ruchu Megalia dopatrzono się nawet w haśle reklamowym po angielsku. Ostatnie litery wyrazów w „emotionAL campinG must-havE iteM” (niezbędna rzecz na campingu pełnym emocji) czytane od tyłu układały się w „MEGAL”. Tak właśnie w skrócie nazywano feministki.

Obecnie gest z palcami stał się prawdziwą zmorą branży reklamowej. Od kampanii z kiełbaską i piknikiem kojarzy się z tym wszystko. Hejt spada nawet na plakaty Stabucksa, producentów zupek instant, alkoholu, a także na rządowe kampanie sprzed lat, informujące o konieczności zamykania okien w przypadku zanieczyszczenia powietrza tzw. żółtym pyłem. Internautom nie podoba się, że animowana postać zamyka okna oraz myje z pyłu owoce pod kranem, dłonią wykonując znienawidzony gest.

Tomański

RAFAŁ TOMAŃSKI

Dyrektor Działu Chin i Azji Wschodniej. Dziennikarz, japonista, autor książek o Japonii i obu Koreach. Pracował w Pekinie jako korespondent PAP na Azję. Wielokrotnie relacjonował międzynarodowe szczyty w tamtym regionie dla polskich mediów, m.in. G20 w Hangzhou w 2016 r. i Osace w 2019, czy drugi szczyt Trump-Kim w Hanoi w 2019 roku.

Od czerwca 2020 roku prowadzi „Środek od środka”, cykl nagrań przybliżających azjatycką historię, kulturę, literaturę i życie codzienne na rozmaitych platformach społecznościowych.