Sąsiedzi Japonii sprzeciwiają się decyzji Tokio o wypuszczeniu skażonej radioaktywnie wody z elektrowni w Fukushimie do morza. Ich zdaniem zagrozi to życiu i zdrowiu zarówno ludzi jak i morskiego ekosystemu.

Premier Japonii poinformował o decyzji 13 kwietnia. Lokalne media twierdziły kilka dni wcześniej, że takie rozwiązanie zostało już przyjęte przez rząd Yoshihide Sugi i pozostaje jedynie czekać na moment jego oficjalnego ogłoszenia.

Kwestia wody z Fukushimy

Skażona radioaktywnie trytem woda pochodzi z uszkodzonych reaktorów w elektrowni w Fukushimie. Ośrodek nie pracuje od dziesięciu lat, większość rdzeni reaktorów uległa stopieniu po przejściu fali tsunami wywołanej trzęsienie ziemi 11 marca 2011 roku. Od tamtej pory przybywa wody, która musi być przepuszczana przez reaktory, by wykluczyć dalsze skażenie.

W procesie oczyszczania po przejściu przez reaktor nie można pozbyć się z wody trytu, jednego z izotopów wodoru. Jego płowiczny czas rozpadu wynosi 12 lat, dlatego zdaniem japońskiego rządu, gdy w 2023 roku rozpocznie się planowany zrzut wody do morza, minie akurat tyle czasu, ile trzeba, by skażenie przestało być groźne dla człowieka. Naukowa analiza potencjalnego stopnia zagrożenia trytem opublikowana na łamach magazynu „Forbes” rozwiewa wątpliwości.

Zgodnie z zapowiedziami japońskich specjalistów woda z Fukushimy zostanie rozcieńczona do poziomu 1500 bekereli na litr, czterdzieści razy bardziej niż wymagają normy w Japonii, a także siedem razy bardziej niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia. W jednym litrze takiej wody z trytem dawka promieniowania ma odpowiadać temu, co przyjmuje się w wyniku zjedzenia czterech bananów. Te owoce służą jako swoisty miernik wchłanianej radioaktywności podobnie jak tomografia komputerowa wykorzystująca promieniotwórczość (w tym przypadku jedno badanie tego typu stanowi ekspozycję dwukrotnie wyższą niż tryt w tonie wody z Fukushimy).

Japończycy twierdzą, że zwracają uwagę na każdy aspekt potencjalnego zagrożenia. Krytyce poddano nawet „maskotkę” przedstawiającą tryt w kampanii informacyjnej. W tamtejszej kulturze korzysta się na szeroką skalę z tzw. kyara, sympatycznych postaci pełniących rolę maskotek czy symboli organizacji, miast, a także zjawisk. Tryt pokazywano w tej sytuacji jako uśmiechnięte bąbelki, które nie szkodzą ludziom. Na polecenie władz ten wizerunek zostanie zmieniony.

Pekin, Seul i Tajpej są przeciw

Pomimo argumentów naukowych pod adresem Japonii z Chin, Korei Południowej oraz Tajwanu padają oskarżenia o brak poszanowania dla życia oraz zdrowia tamtejszych mieszkańców. Pekin nazywa decyzję Tokio „niezwykle nieodpowiedzialną” i podjętą jednostronnie, bez konsultacji z sąsiadami. Eksperci od energii atomowej zapraszani od kilku dni do państwowej telewizji twierdzą, że nie wykorzystano wszystkich możliwości, a pozbycie się wody wypuszczając ją do morza nie jest jedynym wyjściem. Japonia jako alternatywę dla obecnego rozwiązania rozważała także odparowanie zebranej wody do atmosfery. Jednak w tym wypadku wiązałoby się to ze zbyt dużymi kosztami zużycia energii.

Chińczycy zwracają uwagę, że do 2019 roku szefem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA) był Japończyk, Yukiya Amano (kierował IAEA od 2009 roku). Sugerują tym samym, że organizacja może w pewien sposób faworyzować decyzje podejmowane w sprawie Fukushimy.

Dwa dni po decyzji Tokio w Chinach weszło w życie nowe prawo dotyczące biobezpieczeństwa. 2021 rok upływa w Chinach pod znakiem reformy kodeksu cywilnego. Nowe przepisy w tym przypadku mają chronić kraj przed zagrożeniem skażenia, epidemii i dostaw żywności. Pekin uważa, iż japońskie podejście do pozbycia się skażonej wody może narazić na poważne niebezpieczeństwo nie tylko obecne pokolenie, ale także być odczuwalne na sto pokoleń w przyszłości.

Seul daje do zrozumienia, że „stanowczo sprzeciwia się” planowi odnośnie skażonej wody. Zdaniem Koreańczyków taki zrzut bezpośrednio zagraża ich obywatelom, którzy z geograficznego punktu widzenia mają do Japonii najbliżej. Nie może być mowy o budowaniu wspólnego frontu między Południem a Japonią, choć jeszcze kilkanaście dni wcześniej koreańskie media radziły, by wykorzystać obecność amerykańskich ministrów prezydenta Joe Bidena podczas azjatyckiego tournée i przekonać Waszyngton i Tokio do dołączenia Seulu do tzw. Quadu. To nowa inicjatywa z udziałem USA, Japonii, Indii oraz Australii mająca zbudować wokół Chin przeciwwagę gospodarczą i militarną. Pozycja Korei Południowej pozostaje niepewna w tej sytuacji, a Seul podkreśla, że nie chce wybierać między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Administracja Bidena opóźnia jednak przedstawienie nowej strategii wobec Korei Północnej, tym samym zmuszając Południe do szukania nowych rozwiązań w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa.

Zakaz dla TEPCO

USA nie pomaga także w zażegnaniu chińskich i koreańskich niepokojów w sprawie wody z Fukushimy. Amerykański sekretarz stanu wspiera decyzję rządu Sugi i dziękuję Japonii za transparencję w działaniu odnośnie skażonej wody. Anthony Blinken podkreślił w swoim wpisie na Twitterze, że docenia również współpracę Tokio w tym zakresie z IAEA.

Dzień po decyzji w sprawie skażonej wody firma TEPCO, do której należy m.in. elektrownia w Fukushimie, dostała zakaz ponownego uruchomienia reaktorów w Kashiwazaki-Kariwa, największej elektrowni w kraju i jednej z największych na świecie. Zgody na restart nie nie wydał japoński regulator ds. energii atomowej (Nuclear Regulation Authority). Stwierdzono, że TEPCO w niedostateczny sposób chroni elektrownię przed wejściem niepowołanych osób. W ciągu minionego roku na terenie Kashiwazaki-Kariwa miało pojawić się aż 15 takich intruzów.

Dla TEPCO restart największej elektrowni z jej siedmioma reaktorami stanowi sedno podniesienia się z finansowych kłopotów po incydencie w Fukushimie. Wciąż jednak pozycja elektrowni tego rodzaju w Japonii stoi pod znakiem zapytania.

Kwestia igrzysk

Dzień po decyzji rządu Sugi świętowano równo sto dni przed rozpoczęciem igrzysk w Tokio. Organizacja najważniejszej imprezy sportowej stanowi coraz większy kłopot dla Japończyków. Wiadomo już, że do kraju nie będą mogli przyjechać kibice ze świata. Sztafeta z ogniem olimpijskim przemierza Japonię bocznymi drogami, by nie przyciągać tłumów. Chętnych do dopingowania symbolicznego biegu zniechęca się nawet do wiwatowania i wyrażania radości. Wszystko ze względu na nierozprzestrzenianie nowego koronawirusa. Śmiech i podekscytowanie może przenosić cząsteczki śliny na dalsze odległości i tym samym nasza radość może skończyć się przekazaniem choroby innych.

Widmo Covid-19 widać na każdym kroku, igrzyska przełożono już raz z 2020 roku. Gdyby miano z nich zrezygnować po raz drugi, pozostałoby poczucie straty być może większej niż jedynie kolejna budżetowa dziura po braku dostatecznych wpływów z biletów, gadżetów czy turystyki. Brak igrzysk mógłby stać się namacalnym dowodem na to, że dotychczasowa rzeczywistość przegrała i że to, do czego przyzwyczaił nas dotychczasowy rytm życia, już nie istnieje. Radość z igrzysk nie może zatem zniknąć zupełnie, niezależnie od zaleceń epidemiologów. Dla Japończyków dodatkowo pomaga odciągać uwagę od kłopotliwej wody z Fukushimy. Pewne jest jednak to, że sąsiedzi Japonii nie dadzą się tym przekupić i że pozbycie się skażenia przełoży się na długotrwały kłopot w relacjach w regionie.

RAFAŁ TOMAŃSKI

Dyrektor Działu Chin i Azji Wschodniej. Dziennikarz, japonista, autor książek o Japonii i obu Koreach. Pracował w Pekinie jako korespondent PAP na Azję. Wielokrotnie relacjonował międzynarodowe szczyty w tamtym regionie dla polskich mediów, m.in. G20 w Hangzhou w 2016 r. i Osace w 2019, czy drugi szczyt Trump-Kim w Hanoi w 2019 roku.

Od czerwca 2020 roku prowadzi „Środek od środka”, cykl nagrań przybliżających azjatycką historię, kulturę, literaturę i życie codzienne na rozmaitych platformach społecznościowych.