Jak pisze portal BBC, nadchodzący szczyt COP27 (w Egipcie) to przede wszystkim wizja batalii pomiędzy bogatą Północą i biednym Południem. A przede wszystkim moment, w którym wiele krajów wobec Północy powie „sprawdzam”. 

Rozmowy dot. zmniejszenia emisji CO2 – potrwają 2 dni. To wtedy szefowie rządów co najmniej 120 krajów będą wypracowywać wspólne (bądź zupełnie rozbieżne) stanowiska, które następnie ich negocjatorzy będą opracowywać przez kolejne dwa tygodnie szczytu.

Rozmowy dotyczące klimatu odbywać się będą jednak w cieniu trwającej na Ukrainie wojny oraz jej konsekwencji: kryzysu ekonomicznego, żywnościowego oraz wzrostu cen na całym świecie. Takie tło do rozmów zmusza do refleksji, że w obliczu coraz większych problemów: takich jak dostęp do podstawowych produktów oraz – co za tym idzie – zaspokojenia podstawowych potrzeb; niewielu przywódców będzie skłonnych do wyznaczenia sobie na najbliższym szczycie ambitnych celów.

Wielu ekspertów pogodziło się z faktem, iż cele klimatyczne muszą obecnie ustąpić celom podstawowym: wyżywienie i bezpieczeństwo.

Na jeszcze bardziej ambitne cele liczą jednak rozwijające się, często ubogie kraje, które w największym stopniu doświadczają zmian klimatycznych i ich tragicznych skutków. Przykładem jest historyczna powódź w Pakistanie. Kraje te wręcz uzależnione od decyzji mocarstw, na szczyt jadą z nadzieją na zmianę.

Należy jednak zaznaczyć, że każdy ze 197 sygnatariuszy Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC) ma tak naprawdę własne interesy i obawy, co w dużej mierze może utrudnić, czy wręcz zablokować osiągnięcie jakiegokolwiek konsensusu.

Dotrzymanie obietnic

Portal przypomina, że na konferencji klimatycznej w Glasgow w 2021 roku, padło wiele ambitnych obietnic dot. m.in.: redukcji emisji CO2 czy finansowania konsekwencji zmian klimatycznych. Mówiono także o jeszcze większej ochronie lasów. W tym roku gospodarze utrzymują, że konferencja będzie niejako rozliczeniem krajów, ze złożonych wcześniej obietnic.

„Naprawdę oznacza to, że chodzi o pieniądze, a konkretnie o to, by zamożne kraje spełniły swoje obietnice finansowe, by pomóc rozwijającemu się światu w walce ze zmianami klimatycznymi. Należy oczekiwać batalii między Północą a Południem, między bogatymi a biednymi” – zauważa BBC.

Egipt zamierza forsować realizację nigdy niespełnionej obietnicy przekazywania przez kraje rozwinięte od 2020 r. 100 mld dolarów rocznie krajom rozwijającym, by pomóc im ograniczyć emisje i dostosować się do skutków ekstremalnych warunków pogodowych.

„100 mld dolarów to nie jest nawet ułamek potrzebnych kwot, bo te liczby idą w biliony. Ale to bardzo ważny, budujący zaufanie gest symboliczny” – powiedział dziennikowi „Guardian” egipski dyplomata Wail Abulmaged.

Trudny konsensus

Chiny, największy na świecie emitent gazów cieplarnianych, doświadczyły w br. najgorętszego lata w historii, a mimo to zwiększają „czyste i wydajne wykorzystanie węgla”, według słów prezydenta Xi Jinpinga z października. Spór dyplomatyczny o Tajwan skłonił Pekin do anulowania dwustronnych rozmów klimatycznych ze Stanami Zjednoczonymi i niewielu obserwatorów oczekuje, że podczas COP27 Chiny podejmą jakiekolwiek nowe zobowiązania.

Drugi co do wielkości emitent na świecie, Stany Zjednoczone, przybędzie na szczyt po zatwierdzeniu federalnej ustawy, która odblokuje biliony dolarów na inwestycje w czystą energię i transport (IRA), jednak działacze na rzecz ochrony środowiska obawiają się, że po wyborach środka kadencji 8 listopada Kongres przejdzie pod kontrolę Republikanów, którzy mogą opóźnić wdrażanie IRA.

Negocjując jako jedna grupa podczas rozmów klimatycznych ONZ Unia Europejska, której emisje CO2 stanowią około 8 proc. sumy na świecie i od lat wykazują tendencję spadkową, zamierza nakłonić innych głównych emitentów do podniesienia ich celów w tym zakresie, jednak bez angażowania się w mechanizm szkód i strat.

Brazylia, RPA, Indie i Chiny tworzą blok szybko rozwijających się krajów o silnie zanieczyszczających środowisko gospodarkach. Każdy z nich zwrócił się do bogatych krajów o większe finansowanie przystosowania do kryzysu klimatycznego m.in. w ramach koncepcji UNFCCC „wspólnej, ale zróżnicowanej odpowiedzialności”. Oznacza ona, że zamożne kraje, które w przeszłości wniosły najwięcej emisji do atmosfery, ponoszą większą odpowiedzialność za rozwiązanie tego problemu.

Polskę będzie reprezentować m.in. prezydent Andrzej Duda.

Oczekuje się, że nie pojawią się na szczycie prezydent Chin Xi Jinping, premier Indii Narendra Modi i prezydent Rosji Władimir Putin.

PAP/BBC/twitter

fot. twitter/@COP27P