Od 2014 roku jedyną potęgą geopolityczną stanowiącą zagrożenie dla porządku międzynarodowego była Rosja – dawne supermocarstwo i największe imperium kontynentalne. Jednak w ciągu ostatnich dwóch czy trzech lat na liście wyzwań dla zachodniego porządku znalazła się jeszcze jedna potęga – Turcja. Zarówno Rosja, jak i Turcja nie akceptują przebiegu swoich granic, który ich zdaniem został narzucony w czasach kolonialnych na ruinach i zgliszczach ich potężnych niegdyś imperiów. O ile problem Rosji koncentruje się na zachodniej granicy, o tyle Turcja próbuje nadać nowy kształt swoim granicom we wszystkich możliwych kierunkach – od strony Syrii, Iraku, Libii, Morza Egejskiego – a także wzmocnić ogólną pozycję na Bliskim Wschodzie. Do tego dochodzi nowa linia frontu, która pojawiła się niedawno w regionie Kaukazu Południowego. Jest to wielkie wydarzenie historyczne i geopolityczne, które kieruje naszą uwagę ku czasom imperium i warunkom geopolitycznym panującym w tym regionie od wieków.
Wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu stanowi dla regionalnej potęgi bodziec do tworzenia lokalnych sojuszy i przywraca konkurencję na skalę regionalną między miejscowymi ośrodkami władzy. Turcja jest głównym kandydatem na kluczowego gracza w regionie, jednak ani kraje arabskie, ani Grecja czy Francja nie są gotowe na jej powrót do tej roli. W ostatnich miesiącach Turcja kontynuowała badania sejsmiczne na greckim szelfie kontynentalnym, pomimo protestów ze strony UE, USA, Francji i samej Grecji. Co ciekawe, Ankara postrzega Francję jako geopolitycznego i religijnego rywala oraz siłę antyturecką w ogóle[1]. Wydarzenie to otworzyło dyskusję na temat możliwości wojny między istniejącą już koalicją antyturecką (w której skład wchodzą Grecja, Egipt, Francja, Cypr, Jordania, Izrael, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie) a Turcją.
Powołam się tu na bardzo konkretne badania, które opierają się na materiałach dotyczących bieżącej polityki zagranicznej Turcji opublikowanych przez wpływowe tureckie ośrodki analityczne, a także przedstawię punkt widzenia tych ośrodków w globalnej perspektywie wydarzeń. Skupiam się na kilku tematach: stosunkach unijno-tureckich, sporze między Turcją a Grecją, wyborach w USA, a wreszcie przechodzę do „gorącej fazy” konfliktu między Azerbejdżanem a Armenią.
Logika, którą w relacjach międzynarodowych kieruje się Turcja, jest całkowicie odmienna od stylu myślenia o świecie zewnętrznym dominującego na Zachodzie, dlatego warto dokonać szczegółowej analizy tureckiej wizji świata.
Wybory w USA i ich konsekwencje geopolityczne dla Turcji
Wybory prezydenckie w USA mają dla Turcji znaczenie geopolityczne. Zarówno Nancy Pelosi, jak i Joe Biden otwarcie porównywali Turcję pod przywództwem Erdoğana do reżimów totalitarnych na całym świecie. Turcja niemal otwarcie kibicuje w nadchodzących wyborach Trumpowi. Wpływowy think tank SETA odpowiedział na takie stwierdzenie następującym wywodem: „Sądząc po lekkomyślnym podejściu Pelosi, demokraci są niezadowoleni z faktu, że amerykański establishment nie ma już do dyspozycji użytecznych instrumentów, takich jak FETÖ, aby kształtować turecką politykę. Były prezydent Barack Obama i Trump doprowadzili do tego, że pretensje Zachodu do »demokratycznej wyższości« już dawno zostały zdyskredytowane”[2]. Co ciekawe, jest to narracja, która całkowicie wykracza poza zachodnie postrzeganie rzeczywistości. Dotychczasowa reakcja administracji Trumpa na działania Turcji w basenie Morza Egejskiego i regionie Kaukazu Południowego okazała się dla Ankary więcej niż zadowalająca. Dla reżimu Erdoğana zwycięstwo Donalda Trumpa w zbliżających się wyborach jest kwestią o dość dużej wadze. Ankara uważa, że nowa administracja będzie dążyć do narzucenia twardej polityki w relacjach z Turcją, dlatego też wyświadcza Trumpowi przysługę.
Stosunki unijno-tureckie (perspektywa Ankary)
Stosunki między Brukselą a Ankarą w ostatnich miesiącach dają do zrozumienia, że relacje między Europą a Turcją osiągnęły punkt, z którego nie ma już odwrotu. Jedyną kwestią, która mogłaby mieć decydujący wpływ na kolejnych pięć lat, jest format stosunków między tymi dwoma ośrodkami władzy. Turcja Erdoğana nie chce być częścią projektu europejskiego, a liberalna i nastawiona prodemokratycznie Europa nie jest gotowa na niezależną, rewizjonistyczną Turcję w roli państwa członkowskiego UE. Podczas swojego wystąpienia na sesji plenarnej PE pod hasłem „Rola Turcji we wschodnim regionie Morza Śródziemnego” wysoki przedstawiciel/wiceprzewodniczący Josep Borrell stwierdził: „[…] ogólnie rzecz biorąc, Europa stoi w obliczu sytuacji, w której możemy powiedzieć, że wracają stare imperia, a przynajmniej trzy z nich: Rosja, Chiny i Turcja; wielkie imperia z przeszłości, które wracają do dawnego podejścia wobec swoich najbliższych sąsiadów, a w perspektywie globalnej stanowią dla nas nowe otoczenie. A Turcja jest właśnie jednym z tych elementów, które nasze otoczenie zmieniają”[3]. Jest to bezprecedensowe wyznanie ze strony przedstawiciela UE, które z pewnością będzie miało wielkie reperkusje geopolityczne dla Turcji i samej Europy. UE zawiesiła już prace nad modernizacją unii celnej. Turecki think tank AVIM w swoim artykule wyraził irytację wypowiedziami, które padły podczas sesji. Stwierdzenie Borrella, że „UE jest w pełni solidarna z Grecją i Cyprem”, ośrodek określił mianem „banalnej retoryki”[4]. W tym samym wystąpieniu Borrell podkreślił: „Nasze stosunki z Turcją, jak już powiedziałem, osiągnęły przełomowy moment. Jest to jeden z tych punktów w historii, kiedy decydenci muszą zmierzyć się z trudnymi wyborami, aby znaleźć rozwiązanie najlepsze dla nas wszystkich. Jestem pewien, że Rada Europejska podejmie tę próbę na następnym posiedzeniu”. Ta kompletnie nowa retoryka ze strony UE jest dla Turcji bardzo niebezpieczna. Taki sam sposób myślenia zaprezentowała Ursula von der Leyen, która wyraziła swoje obawy słowami: „Tak, Turcja znajduje się w niespokojnej okolicy”. Dodała też, że „Grecja i Cypr mogą liczyć na pełną solidarność Europy w zakresie ochrony swojego prawa do suwerenności”[5].
Turcja ma obsesję na punkcie wsparcia ze strony UE dla Grecji i Cypru i uznaje stanowisko tych państw za całkowicie niesprawiedliwe. Co ciekawe, jednym z jej argumentów ma tu być twierdzenie, że UE nie reprezentuje Europy jako takiej, a jedyną instytucją, która może wypowiadać się w imieniu kontynentu, jest Rada Europy. Ankara uważa, że Grecja i Cypr roszczą sobie „maksymalistyczne i szowinistyczne pretensje do wód oblewających Turcję, których celem jest pozbawienie jej dostępu do morza”. Kwestią bardzo niepokojącą Turcję jest również militaryzacja okolicznych wysp i wysepek, która stoi w sprzeczności z postanowieniami traktatu w Lozannie i stanowi „rażące, historyczne pozbawienie praw obywatelskich tureckich Cypryjczyków oraz odmawianie im prawa do równego dostępu do zasobów naturalnych”. Turcja przyjmuje do wiadomości impas w stosunkach z UE, ale jednocześnie obwinia ją za „nieprzejednaną postawę wobec powyższych faktów”. Uważa, że UE traktuje ją w „upokarzający sposób”, a tureckie społeczeństwo nie jest na takie podejście gotowe. Autorzy trzeźwo akceptują fakt, że „UE nie ma zamiaru odpychać Turcji, ale zarazem nie chce, by Turcja była jej częścią. Proces akcesji do UE przekształcił się w próbę grania na zwłokę i utrzymania Turcji na orbicie UE zgodnie z unijnymi interesami”. Zdaniem autorów, Turcja uważa, że forsowanie europejskich wartości, które mają opierać się na wartościach chrześcijańskich, jest „współczesną krucjatą” przeciwko krajowi muzułmańskiemu. Stawia to Turcję w pozycji obronnej. Wreszcie, autorzy dochodzą do interesującego wniosku, że groźby ze strony Unii Europejskiej popychają Turcję ku alternatywnej polityce w czasach, gdy „wszystko wskazuje na prawdopodobieństwo wykrystalizowania się nowego ładu światowego w szybko zmieniającej się globalnej strukturze władzy”, co może jedynie stworzyć dodatkowe problemy dla samej UE.
Konflikt Azerbejdżanu z Armenią: od fazy zamrożenia do fazy gorącej
Nic nie zapowiadało, że gdy do władzy dojdzie Nikol Paszinian, na Kaukazie Południowym wybuchnie międzynarodowy konflikt. Paszinian wypowiadał się pojednawczo, odbywały się nawet oficjalne spotkania między obu stronami, a co najciekawsze, otwarcie debatowały one podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym 2020 roku. Jednocześnie strony otworzyły ścieżkę prowadzącą do konfrontacji zbrojnej. 6 lipca Ilham Alijew stwierdził, że postawa Grupy Mińskiej nie odzwierciedla nowych realiów i agresywnych zachowań Armenii: „Grupa Mińska OBWE nie reaguje na oświadczenie premiera Armenii, że Karabach jest częścią tego kraju. Stwierdzenie to zakłóca negocjacje i czyni je bezcelowymi”[6]. Co ciekawe, również think tank AVIM podkreśla, że Grupa Mińska OBWE „zajmuje stronnicze stanowisko” oraz „stanowi największą przeszkodę na drodze do osiągnięcia prawdziwego pokoju”[7].
Oświadczenie Alijewa poprzedziło o zaledwie kilka dni incydent zbrojny na granicy armeńsko-azerskiej pomiędzy miejscowościami Tawuz i Tawusz. Zdarzenie to wywołało niekontrolowane starcia wojsk prowadzące do ofiar i strat. Aktywne walki trwały od 12 do 16 lipca, ale nie zapobiegły eskalacji konfliktu, a jedynie go wzmogły. Ten krótki incydent postawił przywódców politycznych obu krajów w kłopotliwym położeniu, jako że opinia publiczna, zwłaszcza w Azerbejdżanie, zaczęła popychać władze do bardziej zdecydowanych działań.
Wpływy Turcji w Azerbejdżanie rosną z roku na rok, a teraz, po raz pierwszy od wielu lat, reakcja Turcji uwzględniła wsparcie wojskowe dla Azerbejdżanu. Od 29 lipca do 10 sierpnia kraje te przeprowadziły wspólne ćwiczenia wojskowe w kilku strategicznie ważnych miejscowościach: Baku, Gandży, Kurdamirze, Jewłachu i Nachiczewanie. Eksperci armeńscy uznali te manewry za przygotowanie do przyszłego ataku na Armenię, a zbrojenie Nachiczewanu – za część większego planu założenia tam tureckiej bazy wojskowej[8]. Co więcej, Armenia zwróciła szczególną uwagę na fakt, że ćwiczenia zostały przedłużone po wizycie tureckiego ministra obrony z dużą delegacją wojskową[9]. Były to pierwsze w historii działania militarne Turcji na taką skalę w Azerbejdżanie[10]. W połowie lipca Rosja przeprowadziła własne ćwiczenia wojskowe, co przez wielu polityków i ekspertów zostało uznane za wiadomość dla Baku, że Moskwa uważnie przygląda się sytuacji w regionie. Z kolei we wrześniu miały miejsce inne rosyjskie manewry na dużą skalę – „Kaukaz 2020” – które częściowo odbyły się w Armenii.
Jak przewidziało wielu ekspertów z obu stron, 27 września konflikt ponownie wkroczył w fazę gorącą. Tym razem jest to już prawie wojna na pełną skalę, nie zaś pomniejsze starcia. Warto przeanalizować tu wersję wydarzeń z 2020 roku przedstawioną przez turecki ośrodek analityczny SETA. Kształtuje się ona następująco:
- W lipcu Armenia dopuściła się prowokacji, której celem było zaangażowanie w konflikt Organizacji Traktatu o Bezpieczeństwie Zbiorowym i odizolowanie Baku, ale Erywaniowi nie udało się osiągnąć założeń postawionych przed rozpoczęciem akcji.
- Władze w Baku i Ankarze zauważyły, że sytuacja między Erywaniem a Moskwą jest dość napięta. Jak dodaje SETA: „widać, że zamiarem administracji Kremla jest udzielenie nauczki prozachodniemu Paszinianowi i zastraszenie go”.
- Turcja odgrywa ważną rolę jako sojusznik Azerbejdżanu i zapewnia mu szkolenia wojskowe i wsparcie techniczne, a także broń i bezzałogowe statki powietrzne w celu utrzymania wojskowych zdolności operacyjnych Baku.
- Jest za wcześnie, aby stwierdzić, czy sytuacja na Kaukazie Południowym osłabi stosunki rosyjsko-tureckie, ale nie można wykluczyć takiego scenariusza[11]. Jednocześnie niektórzy inni tureccy eksperci uważają, że Kaukaz Południowy stał się nowym lub dodatkowym frontem rywalizacji między Moskwą a Ankarą, obok Libii, Syrii i wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego; ponownie zachowany jest ogólny kierunek, zgodnie z którym Turcja w swojej polityce zagranicznej stawia na geopolityczny pragmatyzm, a nie ideologiczne frazesy[12].
- Przedstawiono interesujący punkt widzenia mówiący, że Rosja i Francja próbują powstrzymywać tureckie działania dyplomatyczne i wojskowe oraz wciągnąć Turcję w nowy, dodatkowy konflikt[13]. Jak stwierdził jeden z ekspertów na łamach dziennika „Sabah”: „Jeśli mimo wszystko jest to planowana akcja oblężnicza, należy udzielić innej odpowiedzi. W takim przypadku bezpieczniej będzie uczynić tę kwestię przedmiotem kompleksowej oceny strategicznej i raczej kontratakować niż bronić po kolei punktów w każdym regionie. Myślę, że to właśnie jest język, który rosyjska dyplomacja rozumie najlepiej”[14]. Ankara widzi wpływy Rosji w Armenii, ale zarazem dostrzega napięcia na linii Paszinian−Putin.
- Turcja uważa, że strategia Azerbejdżanu przynosi efekty, ponieważ armia tego kraju jest silniejsza niż w latach 90., Armenia zaś znajduje się w rozpaczliwej sytuacji gospodarczej i nie przetrwa bez wsparcia finansowego i wojskowego ze strony podmiotów zewnętrznych.
W samej Turcji sytuacja na Kaukazie Południowym prowadzi do konfliktu wewnętrznego między partią rządzącą (AK), a główną partią opozycyjną (CHP)[15]. Siły sprzyjające Erdoğanowi obwiniają CHP o wspieranie Armenii, Grecji, FETÖ i Kurdów oraz zdradę interesów narodowych. Ostatecznie może to wywołać bieg wydarzeń, który zniósłby ostatnie pozostałości demokracji w tym kraju, dając Erdoğanowi pełną kontrolę nad jego pejzażem politycznym. Obecnie dużo spekuluje się na temat tego, czy Turcja zaangażowała w Azerbejdżanie dżihadystów z Syrii i Libii, a doniesienia takie pochodzą nie tylko z Armenii. Partia AK oskarżyła CHP o rozpowszechnianie „fałszywych wiadomości” o grupach dżihadystów w Azerbejdżanie już w lipcu 2020 roku[16]. Jednocześnie Ankara i Baku donoszą, że po stronie Armenii walczą Kurdowie, Syryjczycy i inne grupy powstańcze.
Zagadnieniem skłaniającym do refleksji jest rola Turcji w procesie przygotowania wojskowego Azerbejdżanu. Niedawno ukazał się artykuł, w którym szczegółowo opisano udział trzech dowódców tureckich w budowie nowych sił zbrojnych tego kraju: „Major Kasif Kozinoğlu, kapitan Levent Göktaş i były dowódca sił specjalnych Engin Alan dołożyli wszelkich starań, by stworzyć nowoczesną, silną armię, która będzie chronić swoje ziemie”[17].
Inny turecki think tank, EDAM, w swojej ocenie prawdopodobieństwa wybuchu wojny regionalnej z udziałem więcej niż dwóch sił wskazuje na istnienie takiego zagrożenia. Sytuacja jest trudna, zwłaszcza w odniesieniu do stosunków rosyjsko-tureckich. Przed ich omówieniem należy jednak przywołać kilka ciekawych spostrzeżeń, które poczynił ośrodek. Jak pisze EDAM, ofensywna polityka Azerbejdżanu opiera się na oczekiwaniu, że „coraz bardziej rzeczywista staje się sytuacja, w której – szczególnie po taktycznym sukcesie odniesionym w kwietniu 2016 roku, kiedy to równowaga sił zbrojnych załamała się na korzyść Baku – Azerbejdżan może osiągnąć więcej w porównaniu z tamtym konfliktem. Oczywiście czynnik rosyjski jako jedyny będzie w stanie zmienić w tej chwili reguły gry”[18]. Zdaniem autorów, nie jest to kolejny typowy w tym regionie konflikt, zwykle określany jako „zamrożony”, ale nowa, gorąca faza trwającego już zatargu. Jednym z możliwych scenariuszy jest rozprzestrzenienie się starć na Nachiczewan i bezpośrednio na terytorium Armenii. EDAM zakłada również możliwość bezpośredniej konfrontacji zbrojnej z turecką Trzecią Armią, która znajduje się zaledwie 350 km od granicy z Armenią i obecnych tam wojsk rosyjskich. Chociaż można by tego uniknąć, think tank przewiduje, że „eskalacja konfliktu w Karabachu będzie oznaczać stopniową utratę przestrzeni do pojednania w stosunkach dwustronnych”. Eksperci tureccy zakładają, że Armenia celowo zdecydowała się zaatakować Azerbejdżan w czasie rosyjskich ćwiczeń wojskowych „Kaukaz 2020”. Za najbardziej niepokojący aspekt manewrów uznają oni fakt, że – ich zdaniem – nie odpowiadają one rzeczywistości ze względu na zaangażowanie ogromnej ilości uzbrojenia i personelu wojskowego. Według nich prawdziwym celem ćwiczeń jest przygotowanie do stawienia czoła wyzwaniom na skalę regionalną, takim jak Turcja. Uderzające jest to, że ich zdaniem udział w manewrach „Kaukaz 2020” armeńsko-rosyjskiej wspólnej grupy sił zbrojnych, powołanej na mocy umów, które zostały podpisane w 2016 roku i weszły w życie w roku 2017, stanowi kolejny czynnik warty wzięcia pod uwagę. Azerbejdżanowi udało się osiągnąć równowagę sił zbrojnych w drodze zakupu broni od Izraela, Rosji i Turcji. Jak piszą tureccy eksperci, od 2016 roku Baku znacznie podniosło zdolności bojowe dzięki ich prawidłowemu wykorzystaniu opartym na odpowiedniej organizacji działań i doktrynie. Doktrynę tę oceniają oni pozytywnie: „Azerbejdżan opracował plan działań, pozwalający odciąć linie przesyłowe i dostawcze z Armenii do oddziałów armeńskich w okupowanych regionach”[19]. Jednym z przykładów jest napór wozów wsparcia ogniowego na autostradę Wardenis−Martakert oraz przechwycenie najważniejszych punktów pasma górskiego Murovdağ. Nasiliła się również ofensywa azerbejdżańska na okupowanych osiach Terter−Martakert i Fuzuli−Dżyrakan.
W obecnej sytuacji – jeżeli Rosjanie aktywnie się nie zaangażują – Azerbejdżan może osiągnąć bardziej konkretne cele niż w przypadku konfliktów z kwietnia 2016 roku. Turcy przyjmują przy tym do wiadomości, że obecny rozkład sił nie wystarcza, by powiódł się plan zakładający faktyczną kontrolę Baku nad wszystkimi okupowanymi terytoriami azerskimi, zwłaszcza ze względu na czynnik rosyjski. Ponadto, w przypadku wojny na dużą skalę, każda ze stron będzie w stanie doprowadzić do szkód w infrastrukturze krytycznej i na gęsto zaludnionych obszarach drugiej strony. Eksperci przyznają, że Armenia jest w stanie przeciwstawić się presji ze strony Azerbejdżanu, mimo że sama cierpi z powodu kryzysu gospodarczego. Dużą rolę odegra również ukształtowanie terenu – zapuszczając się głębiej, armia Azerbejdżanu będzie trafiać na coraz bardziej górzyste obszary. Kluczową kwestią jest jednak stosunek Rosji do konfliktu w ogóle, co wielokrotnie podkreślali sami zainteresowani; przykładowo, bez jej zgody Armenia nie może używać taktycznego pocisku balistycznego SS-26 Iskander[20]. Rosja dotychczas pozostawała zaangażowana w konflikt jedynie nieoficjalne. Tureccy eksperci nie wykluczają jednak starcia z Rosją na dwóch frontach: w Syrii i w Armenii. Niemniej, ich wywód kończy się konkluzją o wydźwięku pojednawczym – skoro Rosja i Turcja już raz pokonały przeciwności, mogą to zrobić ponownie.
Konfrontacja grecko-turecka
W ciągu ostatnich trzech miesięcy konfrontacja pomiędzy Grecją i Turcją weszła w nowy etap eskalacji i proces ten wydaje się niemożliwy do zatrzymania w najbliższej przyszłości. Do nasilenia agresywnej retoryki doszło zwłaszcza po tym, jak Ankara postanowiła przywrócić Hagii Sophii status meczetu. We wrześniu Turcja nieco zmieniła stanowisko, z bardziej wojowniczego na pojednawcze, ze względu na gotowość UE do zawieszenia bliskich stosunków z Ankarą, a nawet do nałożenia poważnych sankcji. Należy jednak zaznaczyć, że zdaniem Ankary to jej działania we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego doprowadziły do sytuacji, w której wszyscy sąsiedzi zawiązali koalicję antyturecką. Grecja i Turcja obiecały przeprowadzić negocjacje dyplomatyczne w sprawie rozstrzygnięcia obecnego konfliktu, przy czym nie ma pewności, jak można go rozwiązać bez ustępstw terytorialnych wobec Ankary ze strony Grecji. Jedyną opcją, która może ugłaskać Turcję, jest włączenie jej jako interesariusza do projektu EastMed[21], pod warunkiem, że gazociąg do Europy będzie przechodził przez terytorium Turcji[22]. Dla Turcji niezmiernie ważne jest, aby węzeł energetyczny pozostał w regionie, a EastMed może osłabić monopol Ankary w tym względzie na szeroko pojętym Bliskim Wschodzie.
Co więcej, odkrycie gazu w wyłącznej strefie ekonomicznej Turcji na Morzu Czarnym stawia ją w pozycji aktywnego gracza w tym regionie. Ankara jest jednak świadoma, że ewentualne przyszłe negocjacje będą jedynie „udawane”, ponieważ spór ma charakter geopolityczny[23]. Niemniej, Erdoğan wykonuje ciekawe posunięcia. 30 września napisał oficjalny list do przywódców UE i państw członkowskich z wyjątkiem Grecji i Cypru, w którym poprosił o pojednanie, wyrażając gotowość do dialogu w sprawie WSE. Jego główny argument opiera się na założeniu, że choć Turcja ma najdłuższą linię brzegową we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, to jednocześnie wielkość tureckiej WSE nie odpowiada jej udziałowi w całkowitej linii brzegowej[24].
Turcja nadal pogrywa sobie z europejskimi i amerykańskimi odpowiednikami w kwestii swojej pozycji geopolitycznej. W jednym z artykułów na temat rozłamu grecko-tureckiego wskazano, że „jeśli Turcja faktycznie odwróci się od UE, Grecja doświadczy poważniejszych problemów jako państwo graniczne. Presja, by wzmocnić grecką armię, jeszcze bardziej osłabi gospodarkę tego kraju”[25]. Turcja stara się przekonać międzynarodowych graczy, zwłaszcza UE i USA, do organizacji światowej konferencji na temat bezpieczeństwa energetycznego we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego z udziałem Cypru Północnego, jednak gracze ci dostrzegają, że „[…] w dynamicznie zmieniającej się i coraz bardziej nieprzewidywalnej polityce zagranicznej USA wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego nie uznano za priorytet”. Ta „nieprzewidywalność” przejawia się szczególnie w przypadku polityki Stanów Zjednoczonych wobec Cypru i Grecji. W odpowiedzi na decyzję UE o nałożeniu sankcji na Turcję w związku z ekspansywną polityką na Morzu Egejskim Ankara grozi, że decyzja ta „tylko zmniejszy i tak już osłabioną popularność UE wśród Turków”. Jeśli UE ulegnie negatywnym wpływom Francji i Grecji, „może to być początek nowej, mroczniejszej ery w stosunkach turecko-unijnych”[26].
Bibliografia:
[1] https://www.avim.org.tr/tr/Yorum/MACRON-UN-IFADE-OZGURLUGU-ANLAYISI-HERKESIN-IFADE-OZGURLUGU-VAR-AMA-BAZILARININ-DAHA-FAZLA-VAR
[2] https://www.setav.org/en/pelosis-turkey-remarks-how-ignorant-and-impertinent-she-is/
[3] „Role of Turkey in the Eastern Mediterranean: Remarks by the High Representative/Vice-President Josep Borrell at the EP Plenary,” Europa.eu, 15 września 2020 r., https://eeas.europa.eu/headquarters/headquarters-homepage_en/85128/Role of Turkey in the Eastern Mediterranean: Remarks by the High Representative / Vice-President Josep Borrell at the EP plenary
[4] Center for Eurasian Studies (AVIM), „EU’s Incorrigible Bias and Antagonism Against Turkey has been Revealed” Analysis No. 2020/33 [dostęp: 21.09. 2020] // https://www.avim.org.tr/tr/Analiz/AB-NIN-TURKIYE-YE-KARSI-BITMEK-BILMEYEN-ON-YARGISI-VE-KARSITLIGI-ORTAYA-CIKTI
[5] „EU executive sends strong message to Ankara, says nothing justifies intimidation” Ekathimerini, 16.09.2020
https://www.ekathimerini.com/257021/article/ekathimerini/news/eu-executive-sends-strong-message-to-ankara-says-nothing-justifies-intimidation
[6] https://www.turan.az/ext/news/2020/7/free/politics%20news/en/125507.htm
[7] https://www.avim.org.tr/en/Analiz/FROM-POINT-SHOTS-TO-ARMED-CONFLICT-HOW-DID-AZERBAIJAN-ARMENIA-REACH-THE-BRINK-OF-WAR
[8] https://jam-news.net/ru/турецко-азербайджанские-военные-уче/
[9] https://armeniatoday.news/ru/мнение/153663/
[10] https://www.ritmeurasia.org/news–2020-08-14–azerbajdzhano-tureckie-voennye-manevry-otvet-na-boi-ili-planovye-uchenija-50411
[11] https://www.setav.org/5-soru-daglik-karabag-catismasi-azerbaycan-ermenistan-iliskilerinde-bir-kirilma-mi/
[12] https://www.setav.org/erivanin-hatasi-moskova-ankara-rekabeti/
[13] https://www.setav.org/uzmanlara-gore-savas-cikarsa-azerbaycan-daglik-karabagi-ermenistandan-geri-alir/
[14] https://www.sabah.com.tr/yazarlar/hasan-basri-yalcin/2020/09/28/daglik-karabag-ve-otesi
[15] https://www.setav.org/chpnin-dostlari/
[16] https://www.setav.org/azerbaycana-destege-de-mi-karsisiniz/
[17] https://www.ciddigazete.com/gundem/engin-alan-kozinoglu-goktas-h29601.html
[19] W oryginale jest jeszcze urwany początek następnego zdania – przyp. tłum.
[20] https://edam.org.tr/en/military-alert-the-armenian-military-could-escalate-the-conflict-by-using-iskander-ballistic-missiles/
[22] https://www.takvim.com.tr/yazarlar/yrd-doc-dr-ismail-caglar/2020/09/28/turkiye-anlassin-korosu
[23] https://translate.google.pl/translate?hl=pl&sl=tr&tl=en&u=https://www.sabah.com.tr/yazarlar/hasan-basri-yalcin/2020/09/26/istiksafi-gorusme
[24] https://www.aa.com.tr/en/europe/Erdoğan-urges-e-med-dialogue-in-letter-to-eu-leaders/1990537
[25] https://www.dailysabah.com/opinion/columns/a-new-chapter-in-turkey-eu-relations
[26] https://www.setav.org/en/eu-should-not-join-greek-french-bandwagon-in-east-mediterranean/
Autor: Ridvan Bari de Urcosta
Zadanie jest finansowane ze środków otrzymanych z Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO

