Polska ma bogatą tradycję goszczenia rozmów między ambasadorami. Najważniejsze z nich datuje się na 1958, kiedy to negocjacje ambasadorów Stanów Zjednoczonych i Chińskiej Republiki Ludowej w Polsce przygotowały grunt pod uznanie rządu w Pekinie przez Waszyngton.

Obecnie Polska ponownie stała się miejscem dialogu ambasadorów. Tym razem dyskusja nie toczy się jednak za zamkniętymi drzwiami Pałacu Myślewickiego, lecz na Twitterze i w polskich mediach, zaś język uczestniczących w niej ambasadorów jest wyjątkowo niedyplomatyczny.

Potyczki w mediach społecznościowych

W aktualnych “negocjacjach” uczestniczy Liu Guangyuan, ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Polsce i znana z kontrowersyjnych wypowiedzi ambasador USA, Georgette Mosbacher. Liu to zawodowy dyplomata, który przed przyjazdem do Warszawy pracował w ambasadach w USA, Nigerii i Kenii. Z kolei Mosbacher – bliska przyjaciółka Trumpa – przygodę z dyplomacją zaczęła dopiero w Polsce, a wcześniej znana była głównie w świecie biznesu.

Choć zarówno Liu, jak i Mosbacher zaczęli swoją służbę w Polsce w 2018 roku, ich obecność medialna od początku układała się zupełnie inaczej. Mosbacher założyła konto na Twitterze wkrótce po przybyciu do Warszawy i dzięki regularnej aktywności zgromadziła około 30 000 obserwujących. Ambasador Liu zaczął tweetować dopiero w marcu 2020 roku, od tego czasu zyskał 3000 obserwujących. Jego obecność na Twitterze może dziwić – dostęp do Twittera jest  bowiem oficjalnie zablokowany w Chinach. Jednak to nie Liu narzucił trend dołączania chińskich dyplomatów do platformy. W czerwcu 2019 roku Cui Tiankai, ambasador Chin w USA, jako pierwszy „zaćwierkał”, a inni chińscy dyplomaci szybko poszli w jego ślady.

Choć ani Mosbacher, ani Liu nie mówią po polsku, oboje publikują wiele tweetów w dwóch językowych – polskiej i angielskiej. Na ich spór należy spojrzeć z szerszej perspektywy, obejmującej narastające napięcia na najwyższym szczeblu politycznym. Historia ma swój początek w tweetach Hua Chunyinga, rzecznika chińskiego MSZ, znanego z otwartej krytyki Stanów Zjednoczonych. 20 marca Mosbacher udostępniła tweet Morgana Ortagusa, rzecznika Departamentu Stanu USA, w którym niepochlebnie wyraził się o postawie Hua Chunyinga. Liu odpowiedział dwa dni później, udostępniając artykuł Hua o tym, jak rząd USA naciska na urzędników, by krytykowali Chiny, nie omieszkając wspomnieć, że „obwinianie innych nie przywróci wielkości USA”.

„Wymiana uprzejmości” zaostrzyła się w kwietniu, kiedy Liu stwierdził na Twitterze, że Amerykańscy politycy zachowują się „haniebnie i niemoralnie”, oznaczając w poście Mosbacher. Wpis ten stanowił przełom – odtąd niemalże wszystkie posty Liu skupione były na krytyce USA, m.in.  za „odurzenie sinofobią”, „rozprzestrzenianie wirusa politycznego” i „bycie głównym przeszkodą w globalnej walce z COVID”. Mosbacher niepozostała dłużna, stwierdzając, że Komunistyczna Partia Chin skupiła się na własnym przetrwaniu, a nie na pomocy Chińczykom. Z biegiem czasu dyskusja między Liu i Mosbacher stawała się coraz bardziej zaciekła, a w szczytowym momencie liczyła nawet kilkanaście tweedów dziennie.

Mosbacher zwróciła również uwagę, że jej wpisy są krytykowane z fałszywych kont. Faktycznie większość negatywnych komentarzy pod jej wpisami pochodziła z niedawno utworzonych kont publikujących głównie prześmiewcze treści dotyczące USA i artykuły chińskich mediów. Co ciekawe, mimo polskobrzmiących nazw użytkowników, w wielu komentarzach przykuwała uwagę łamana polszczyzna. Prawdopodobnie ich autorami byli obcokrajowcy lub… słownik online.

Bój w mediach tradycyjnych

Choć w Polsce to Twitter pozostaje kluczowym polem ambasadorskiej bitwy o narrację o COVID-19, chińscy i amerykańscy dyplomaci wykorzystują również tradycyjne media. Warto przywołać m.in. 30-stronicowy dokument zatytułowany „Fakty obalające amerykańskie mity o koronawirusie i Chinach”, przesłany polskim dziennikarzom przez ambasadę ChRL w Warszawie. Dokument ten – tłumaczenie artykułu opublikowanego wcześniej przez chińską agencję prasową Xinhua – służył odparciu wszelkich zarzutów Amerykanów, począwszy od braku transparentności danych upublicznianych przez Chiny, aż po dyskryminację Afrykańczyków w Kantonie po wybuchu COVID-19.

Warto wspomnieć też o formie komunikacji medialnej wybranej przez Mosbacher i Liu. Aktywność medialna Liu ograniczała się dotychczas do publikowania opinii i oficjalnych oświadczeń, za to Mosbacher nigdy nie stroniła od nieautoryzowanych wywiadów i spontanicznych interakcji z dziennikarzami. Zapewne należałoby się spodziewać, że model amerykański znajdzie bardziej podatny grunt w Polsce, jednak lokalne media pozostawały otwarte na obie formy komunikacji.

Strona chińska podjęła jedną z pierwszych prób kształtowania narracji o COVID-19 w polskich mediach w marcu, kiedy to Rzeczpospolita opublikowała artykuł Liu o współpracy międzynarodowej i wysiłkach Chin w celu zatrzymania pandemii. W artykule nie zabrakło uznania ambasadora wobec przewodniczącego Xi, który „wydawał rozkazy podczas tej wojny” z wirusem i „podejmował szybkie i zdecydowane działania”. W komentarzach internauci zarzucali Rzeczpospolitej szerzenie propagandy, nie brakowało również pytań o to, czy artykuł jest sponsorowany.

Korzystając z okazji, w wywiadzie dla Onetu Mosbacher zarzuciła Pekinowi brak transparentności. Niedługo potem w rozmowie z TVN24 dodała, że wolność słowa powinna być podstawową wartością na całym świecie, a jej łamanie w Chinach doprowadziło do tego, że Pekin nie poinformował społeczności międzynarodowej o COVID-19 na czas.

Co dalej?

Medialny spór między ambasadorami USA i Chin w Polsce to znak, że obie strony dążą do kształtowania narracji o COVID-19 wedle swoich przekonań. Ostatecznym celem wspomnianych tweetów nie jest przecież tylko zdeklasowanie przeciwnika, lecz przede wszystkim przekonanie polskiej opinii publicznej do konkretnej wersji wydarzeń.

W momencie pisania tego tekstu strona polska nie odniosła się do medialnych potyczek ambasadorów, ani tym bardziej nie włączyła w dyskusję między nimi. Należy jednak spodziewać się, że spór ten zdobędzie więcej uwagi w przyszłości. Polska stała się bowiem soczewką, w której widać coraz ostrzejszą rywalizację amerykańsko-chińską.

Paulina Uznańska