Niedawny areszt domowy Wiktora Medwedczuka był kolejnym krokiem w długiej i skomplikowanej polityce „deoligarchizacji”, którą w ten czy inny sposób próbuje prowadzić już drugi ukraiński prezydent i piąty rząd. Zmniejszenie wpływu oligarchów na politykę, a nawet wycofanie samego pojęcia „oligarcha” z ukraińskiego życia politycznego i gospodarczego było bezpośrednim wymogiem Rewolucji Godności 2014 roku i od tego czasu wciąż pozostaje aktualne w ukraińskim społeczeństwie.

Dlatego ukraińscy politycy nie mogą ignorować tego tematu i w ten czy inny sposób starają się wykorzystywać go dla zwiększenia własnej popularności. Jednak w praktyce oligarchowie wciąż odgrywają olbrzymią rolę w ukraińskiej gospodarce (i odpowiednio w polityce), utrzymując całe jej gałęzie.

Sprawa Kołomojskiego

Tuż po ucieczce Janukowicza i wyłonieniu pierwszego rządu Arsenija Jaceniuka i pełniącego obowiązki prezydenta Ołeksandra Turczynowa, nowe władze ukraińskie, w obliczu rosyjskiej agresji na Krym i Donbas, potrzebowały wsparcia miejscowych oligarchów. W wyniku tymczasowej zbieżności interesów państwa i oligarchów, ci ostatni zostali wyznaczeni na stanowiska przewodniczących obwodowych władz państwowych. W obwodzie donieckim stanowisko to zajął wtedy jeden z najbogatszych ludzi Ukrainy Serhij Taruta, w obwodzie odeskim – przedsiębiorca Wołodymyr Niemirowski (po tragedii 2 maja 2014 roku zastąpił go zbliżony do Ihora Kołomojskiego Ihor Pałycia), związany z produkcją lin stalowych, w odwodzie dniepropietrowskim – Ihor Kołomojski (ciekawe, że w marcu 2021 roku sekretarz stanu USA Antony Blinken tak komentował działalność Kołomojskiego na tym stanowisku: „Jako oficjalny gubernator […] Kołomojski brał udział w praktykach korupcyjnych, które podważały praworządność i wiarę Ukraińców w demokratyczne instytucje rządowe, w tym wykorzystując swoje wpływy polityczne i oficjalne uprawnienia dla osobistych korzyści”¹).

W czerwcu 2014 roku prezydentem Ukrainy został Petro Poroszenko i pierwsze miesiące jego kadencji były związane raczej z polityką zagraniczną i wojną w Donbasie, której najaktywniejszy okres przypadał właśnie latem 2014 roku. Za początek polityki „deoligarchizacji” Poroszenki można uznać zwolnienie Ihora Kołomojskiego ze stanowiska przewodniczącego Dniepropietrowskiej Obwodowej Administracji Państwowej Ukrainy w marcu 2015 roku. Związane to było ze skandalem wokół zmiany kierownictwa przedsiębiorstwa państwowego „Ukrnafta”, kiedy Kołomojski ogłosił, że odbywa się nielegalne przejęcie tego przedsiębiorstwa i w wulgarnej formie krzyczał na dziennikarza Radia Swoboda. Reakcja ta wynikała z tego, że według informacji dziennikarzy poprzednie kierownictwo „Ukrnafty” było związane z Kołomojskim i po jego zwolnieniu oligarcha stracił wpływ na to przedsiębiorstwo, a zarazem, po własnym zwolnieniu – polityczną władzę w obwodzie dniepropetrowskim.

Nowi oligarchowie

Po tych wydarzeniach w retoryce Poroszenki co raz częściej brzmiało słowo „deoligarchizacja”. Kolejnym krokiem było zwolnienie ze stanowiska przewodniczącego Odeskiej Obwodowej Administracji Państwowej, związanego z Kołomojskim, Ihora Pałyci w końcu maja 2015 roku i wyznaczenie na to stanowisko Micheiła Saakaszwilego. Podczas prezentacji byłego gruzińskiego prezydenta na nowym stanowisku Poroszenko powiedział, że „żadnych oligarchów na Ukrainie więcej nie będzie […] program deoligarchizacji będzie wcielany w życie niezależnie od nazwiska tego czy innego oligarchy”². Jednak już po roku sam Saakaszwili stał się politycznym oponentem Poroszenki, a prawie cała „deoligarchizacja” skupiła się wokół politycznej walki ówczesnego prezydenta z Ihorem Kołomojskim, który musiał nawet wyjechać z Ukrainy. Media Kołomojskiego krytykowały Poroszenkę, natomiast władza starała się zmniejszyć wpływy oligarchy. Za największe wydarzenie ukraińskiej „deoligarchizacji” (przed aresztowaniem Medweczuka) można uważać nacjonalizację PrivatBanku, największego banku Ukrainy, którego współzałożycielem i właścicielem był Ihor Kołomojski. Odbyło się to w grudniu 2016 roku i był to szczyt „deoligarchizacji” w tym momencie. Spowodowało to, że pozostali oligarchowie prawie stracili własne wpływy.

Spadek kapitału Rinata Achmetowa był związany raczej z agresją rosyjską w Donbasie i ze zmianą sytuacji na rynku energetycznym (mimo to, według czasopisma „Forbes”, Achmetow pozostaje najbogatszym Ukraińcem), a swoje wpływy zachowali: zięć byłego prezydenta Kuczmy Wiktor Pinczuk, partner biznesowy Kołomojskiego Hennadi Bogolubow, oligarcha i prorosyjski polityk Wadym Nowinski i inni. Natomiast były szef administracji prezydenta w czasach Kuczmy i jeden z najbardziej wpływowych prorosyjskich oligarchów Wiktor Medweczuk nawet wzmocnił swoje pozycje, kupiwszy w latach 2017−2019 kilka wpływowych ukraińskich kanałów telewizyjnych. Równocześnie, jak zaznaczał Wojciech Konończuk z OSW, zaczęli pojawiać się nowi oligarchowie, związani z rządzącymi partiami³. Wpływ ich był znacznie mniejsze niż „tradycyjnych” oligarchów, jednak samo pojawienie takich osób dużo mówiło o nastawieniu władz wobec „deoligarchizacji”. Wśród tych „nowych” oligarchów wymienić można na przykład Mykołę Martynenkę związanego z Jaceniukiem oraz Ihora Kononenkę, byłego posła z ramienia Bloku Petra Poroszenki.

Wybory w 2019 r.

Po nacjonalizacji PrivatBanku wypowiedzi dotyczące „deoligarchizacji” zaczęły powoli znikać z ust prezydenta Poroszenki i innych przedstawicieli władzy. W pierwszej połowie 2017 roku głównym wrogiem Poroszenki stał się Micheił Saakaszwili, którego w końcu siłą wyrzucono z Ukrainy. Póżniej media związane z Poroszenką zaczęły walczyć z potencjalnymi konkurentami prezydenta w nadchodzących wyborach – Julią Tymoszenko, Anatolijem Hrycenką i Andrijem Sadowym. Kwestia „deoligarchizacji” w tym momencie ostatecznie odeszła i nawet nie pojawiła się w programie wyborczym Petra Poroszenki w wyborach prezydenckich 2019 roku. Rzecznik sztabu wyborczego Pororszenki Oleg Medwedew tłumaczył wtedy, że ten termin „jest odbierany przez społeczeństwo jako sporny”⁴.

Natomiast jeszcze w listopadzie 2015 roku na kanale telewizyjnym „1+1”, którego właścicielem jest Ihor Kołomojski, startował serial Sługa Narodu, w którym w roli prezydenta występował aktor Wołodymyr Zełeński. W grudniu 2016 roku odbyła się premiera filmu Sługa Narodu, a w listopadzie 2017 roku – na tymże „1+1” – drugi sezon. W tym czasie po raz pierwszy nazwisko Wołodymyra Zełeńskiego zaczęło pojawiać się w sondażach prezydenckich, ale sam aktor przez długi czas nie mówił o swojej potencjalnej karierze politycznej. W końcu 31 grudnia 2018 roku Zełeński ogłosił, że będzie kandydował w wyborach prezydenckich. Telewizja Kołomojskiego była dość przychylna Zełeńskiemu i jednocześnie krytyczna wobec Poroszenki. Trzy dni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich na „1+1” odbyła się premiera trzeciego, ostatniego sezonu Sługi Narodu. Ze względu na tak mocne wsparcie medialne, Zełeńskiego odbierano jako człowieka związanego z Kołomojskim. Po jego zwycięstwie na wyborach oligarcha wrócił na Ukrainę, jednak nie udało mu się przywrócić PrivatBanku. W maju 2020 roku Rada Najwyższa (w której większość już miała partia Zełeńskiego Sługa Narodu) przyjęła ustawę uniemożliwiającą powrót wcześniej znacjonalizowanych obiektów. W mediach ta ustawa była nazywana ustawą antykołomojską.

Decyzja Zełeńskiego

Jednak naprawdę mocno temat „deoligarchizacji” powrócił do ukraińskiego dyskursu politycznego wiosną 2021 roku, kiedy Wołodymyr Zełeński ogłosił początek prac nad ustawą o statusie oligarchy, która ma zapewnić instrumenty pozwalające ograniczać wpływ oligarchów na życie polityczne kraju. Kilka tygodni po tym oświadczeniu prezydenta Rada Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy ogłosiła, że wprowadzając kryteria pojęcia „oligarcha” do tej ustawy jej autorzy będą mieli na myśli 13 konkretnych osób. Nazwisk jednak nie wymieniono. Zresztą, 11 maja 2021 roku prokurator generalny Ukrainy Iryna Wenediktowa powiadomiła, że przeciw Medweczukowi skierowano podejrzenie o zdradę stanu. Dwa dni później sąd orzekł wobec Medweczuka areszt domowy. Warto zaznaczyć, że jeszcze na początku roku kanały telewizyjne Medweczuka były zablokowane na terytorium Ukrainy, później, na prośbę Ukrainy, emisja tych kanałów była zablokowana nawet na Youtube’ie. W swoim artykule dla czasopisma „Focus” Zełeński napisał, że Ukraina ma „minus jednego oligarchę – Medweczuka” i obiecał, że „będą następne minusy – dopóki oligarchowie nie staną się po prostu wielkimi biznesmenami”⁵.

Jednak zarówno przyszłość sprawy Medweczuka, jak i perspektywa ogólnej kontynuacji walki z oligarchami budzą duże wątpliwości. Jest na to kilka argumentów.

Po pierwsze, komentując sprawę Medweczuka, rosyjski prezydent Władimir Putin dał do zrozumienia, że ta sprawa może wywołać reakcję Rosji. W praktyce oznacza to, że faktyczne aresztowanie Medweczuka może doprowadzić do kolejnego zaostrzenia sytuacji w Donbasie i wtedy kwestia „deoligarchizacji” i pozostałych reform wewnętrznych stanie się mniej ważna wobec kwestii bezpieczeństwa. Obecnie Zełeński nie ma międzynarodowych instrumentów by powstrzymać Putina od kolejnego zaostrzenia, więc to zagrożenie pozostaje na pierwszym miejscu.

Po drugie, na Ukrainie nie odbyła się reforma sądów, a to znaczy, że są duże szanse na to, że wpływy oligarchów będą wystarczająco duże, by skutecznie wpływać na decyzje sądowe w sprawach prowadzonych przez Prokuraturę Generalną.

Po trzecie, obecnie trudno sobie wyobrazić, że „deoligarchizacja” będzie dotyczyła naprawdę wszystkich oligarchów, biorąc pod uwagę powiązania Zełeńskiego z Kołomojskim, to że obecny premier Denys Szmygal wcześniej był związany z biznesem Achmetowa, a wielu posłów Sługi Narodu ma powiązania z tymi lub innymi oligarchami. Jeśli jednak „deoligarchizacja” nie będzie równomiernie dotyczyła wszystkich oligarchów, będzie to w praktyce kolejna wojna oligarchów, podobnie jak było w czasach Poroszenki.

Czy jest szansa na realną „deoligarchizację”?

Po czwarte, wbrew pozorom, Zełeński nie ma takiej władzy na Ukrainie, żeby zacząć walkę z oligarchami. Pozostaje na swoim stanowisku minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow, który zajmuje je od marca 2014 roku i ma duży wpływ na ukraińskie siły wewnętrzne, partia Sługa Narodu natomiast nie jest już tak jednolita, jak wydawało się po wyborach 2019 roku i już nie raz występowały w tej partii podziały wewnętrzne, na które nie miał wpływu nawet Zełeński. Biorąc pod uwagę wpływ poszczególnych oligarchów na posłów tej partii oraz na rząd, może to odegrać decydującą rolę na niekorzyść Zełeńskiego, jeśli zacznie on prawdziwą deoligarchizację.

Dlatego obietnica, że oligarchowie zostaną tylko wielkimi biznesmenami na razie wygląda raczej na dobry PR dla Zełeńskiego, w praktyce jednak takie zamiary ukraińskiego prezydenta budzą duże wątpliwości. Można przypuścić, że będzie trwała walka z niewygodnymi dla Zełeńskiego oligarchami (Medweczukiem lub Poroszenką), jednak do prawdziwej deoligarchizacji kraju raczej nie dojdzie.

Przypisy:

[1] https://www.state.gov/public-designation-of-oligarch-and-former-ukrainian-public-official-ihor-kolomoyskyy-due-to-involvement-in-significant-corruption/
[2] https://youtu.be/zyXcrQchUvs
[3] https://voxukraine.org/deoligarchisation-of-ukraine-ua/
[4] https://www.youtube.com/watch?v=h3WHNMmRPYM
[5] https://focus.ua/uk/opinions/482442-kolonka-zelenskogo-medvedchuk-v-chem-smysl-politiki-deoligarhizacii-v-ukraine

Putin zareagował na aresztowanie prorosyjskiego oligarchy na Ukrainie

 

OLEKSANDR SZEWCZENKO

Absolwent stosunków międzynarodowych na Odeskim Uniwersytecie Narodowym oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Doktorant Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Pracował w departamencie integracji europejskiej Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego Ukrainy. Publicysta ukraińskiej gazety „Dzerkało Tyżnia” („Zwierciadło Tygodnia”). Wcześniej związany także z portalem Eastbook.eu.

Ostatnie publikacje

Najbliższe perspektywy stosunków polsko-ukraińskich

Echo kryzysu. Nowe wyzwania w stosunkach polsko-ukraińskich

Trójmorze a Ukraina: współpraca (nie)możliwa